Twórczość Tolkiena ciąży nad grami
fabularnymi fantasy od początku ich istnienia. Nie dziwi to,
zważywszy na fakt, że tak z jeszcze większą siłą, piętno swe
odcisnął na literaturze czy kinie w tym gatunku. I choć nie jest
on ojcem literatury fantasy, taki status chcąc nie chcąc posiada.
Stąd wiele światów fantasy odbija archetypy i powiela stereotypy
ras, które pojawiły się na kartach jego trylogii.
I o ile znane są
wyjątki, które jak Earthdawn próbują wejść w polemikę bądź
uzupełnić klasyczny zestaw (Człowiek, Niziołek, Elf, Krasnolud, a
po stronie ciemnej Ork, Troll czy Goblin), choć są też gry, takie
jak Talislanta, które proponują własny oryginalny zestaw ras (nie
dość, że rezygnuje z klasycznych ras nieludzkich, to na dodatek z
samego człowieka także), to w pierwszym przypadku powodować to może konieczność przestawienia się i trudną walkę, z łatwymi i
godowymi stereotypami, a w drugi przypadek jest (pomimo, tego że
sprawdza się wręcz doskonale) tylko marginesem. Są też gry, które
podają Tolkienowi rękę na zgodę, akceptując to, że od
tolkienowskiego zestawu nie ma ucieczki. Wystarczy otworzyć
Warhammera, D&D czy choćby Kryształy Czasu. Głupio bowiem
kopać się z koniem, prawda?




