Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Page Rules. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Page Rules. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

One Page Rules: Vampire Mistress on Steed

This week, at long last, I finished my very first painting project. I sat down with my son at a large table and, under less-than-ideal lighting conditions, we painted two versions of the same miniature: Vampire Master on Steed (Lord) from One Page Rules Vampiric Undead army. I took on the female version, while the young man tackled the male one.

Overall, I’m pleased with the result - though, of course, I can spot plenty of flaws. The fabrics still need proper shading and highlights, and the resin mistress will require a new weapon, as the original spear snapped along the way. We worked with Vallejo and Army Painter paints and we used rather mediocre brushes.

Wreszcie ukończyłem mój pierwszy figurkowy projekt.. Usiadłem ze swoim synem przy wielkim stole i przy nienajlepszym oświetleniu pomalowaliśmy dwie wersje tej samej miniaturki: Vampire Master on Steed (Lord) - Vampiric Undead pochodzące z Vampiric Undead Army zaprojektowane na potrzeby gry One Page Rules. Ja zabrałem się za wersję kobiecą, zaś młodzieniec pomalował faceta. Z efektu jestem zadowolony.

Oczywiście widzę całą masę niedociągnięć. Tkaniny potrzebują cieniowania i rozjaśniania. Żywiczna mistressa potrzebuje nowej broni, gdyż oryginalna włócznia się złamała. Malowaliśmy farbkami Vallejo i Army Painter, używaliśmy byle jakich pędzli. 



Vampire mistress on demonic warhorse,
Female Vampire Master by Me


Vampire master with sword on demonic warhorse,
Male Vampire Master by Son






wtorek, 6 stycznia 2026

Podsumowanie roku 2025

 Ten rok minął pod znakiem huku armat i zapachu morza. Myślę, że osiągnąłem lub jestem blisko osciagnięcia wyniku 10 bitew w Black Seas. Myślę, że to nieźle, choć z pewnością chciałoby się częściej. Nie wiele jednak mogę zrobić, bo znalazłem się w niszy historycznych bitewniaków, w której znalazłem dziurę tak wąską, tak małą acz jednocześnie tak wygodną, że pozostało mi pogodzić się z losem. W całej Polsce jest nas może z k10 graczy, z czego ze czterech w okolicach śląska (wliczając mnie i kumpla).

A szkoda, bo wydaje się, że Black Seas jest grą, która potrafi dostarczyć sporo radochy, głównie ze względu na to, że oparta jest o manewr. I muszę powiedzieć szczerze, że jest w takich grach, coś kręci mnie niesamowicie. Zresztą do dziś wspominam, jedną jedyną rozgrywkę w Blood Red Skies, tegoż samego wydawcy (Warlord Games), gdzie zasiadało się za sterami Messerschitów i Spitfireów, gdzie także ujęła mnie szybko zmieniająca się sytuacja na polu gry, o wiele bardziej niż solidne okopanie się w oczekiwaniu na dobrą okazję do szturmu. W obu wspomnianych tytułach ogień prowadzi się kierunkowo, a pola ostrzału determinowane są ustawieniem okrętu lub samolotu, a te wehikuły ciągle są w ruchu. Ma to wielki wpływ na dynamikę rozgrywki.

Nadto, w tego typu grach figurki, nie są tylko znacznikami hit pointów, czy wskazówkami iloma kośćmi rzucić, to samodzielne elementami gry.

W tym roku także, dowiedziałem się Gildii, czyli o miejscu dla bitewniakowców, które powstało w Chorzowie. W wynajętym lokalu, z niewielką ale dobrze wyposażoną kuchnią, i toaletą, w dwóch pomieszczeniach stale rozłożone są co najmniej 4 stoły. Półki uginają się od terenów do wielu gier bitwenych – od fantasy, przez postapo, do Cyperpunka czy głębszego SF. Można wpaść i za niewielką opłatą z tego wszystkiego skorzystać. Do tego solidny wybór mat do grania. Trzeba tylko zadbać o rezerwację stolika, przywiezienie swoich figsów – reszta zrobi się sama. Wiążę z tym miejscem wielkie nadzieje. To prawdziwe odkrycie tego roku.

Jeśli chodzi o RPG, to na początku roku odbiłem się od Potwora Tygodnia i nie zanosi się na to, że do RPG prędko wrócę. Męczy mnie też słuchanie podcastów w tej tematyce. Choć bardzo cenię Dobre Rzutu, to w tym roku wyjątkowo działał mi na nerwy – może to przez fakt, że uczepili się terminologii Kultur Grania.

Nie potrafiłem także słuchać nagrań z sesji gier fabularnych. Myślę, że przesłuchanie kilka lat temu Zadyszki u Termosa ustawiło poprzeczkę tak wysoko, że wszystko co usłyszałem później wydało mi się płaskie, mało zabawne – nie wiem czy jeszcze wróci mi na to faza.

Z RPG to może jeszcze miałbym ochotę spróbować Starforged, Dungeon World albo jakiegoś OSR’s. Może czegoś z fali lekkich Indiasów, która pojawiła się w pierwszej dekadzie XXI w. Albo jeszcze raz się wziąć za barki z Potworem Tygodnia, tylko trzymać się mocniej konwencji tej gry.

Planszówkowo ten rok stał zdecydowanie pod znakiem Bitwy o Hoth – która to gra (będąca klonem Memoir’44) bardzo przypadła do gustu małżonce. Zrobiliśmy półtora kółka w kampaniach i jeśli doliczymy do tego kilka bitew zapoznawczych, to okaże się, że wykręciliśmy około 15 bitew.

W tym roku udało się też wpaść na planszówki w Spodku – miło było zobaczyć fana One Page Rules, który nie dość, że promuje tę grę, to jeszcze samodzielnie wykonuje nie tylko makiety domowymi sposobami, ale także mogłem u niego zobaczyć wykonane z różnych przedmiotów pojazdy. Futurystyczne czołgi czy transportery wykonane z myszek komputerowych tchnęły we mnie ducha optymizmu – Scrap bulding to jest niesamowita nisza w bitewniakowej niszy. Ale to temat na inną historię.








czwartek, 7 listopada 2024

Miniatures-Agnostic Games, czyli gry niezależne figurkowo

Dzisiaj chciałem przybliżyć wam nieco tematykę gier niezależnych figurkowo, które - za sprawą One Page Rules, które wykorzystują rosnące napięcie na linni gracze-GW - zyskują coraz większy rozgłos i zainteresowanie. Nie dziwię się. 

Panuje przekonanie, że figurki kupujesz od dostawcy zasad. Jasne, że w domu możesz grać nawet kasztanami przeciw żołędziom, ale przecież z czymś takim nie pokażesz się na turnieju. Na tym polega to hobby, że do WH 40k, kupujesz od Games Workshop, a do Marvel Crisis Protocol kupujesz zestawy od AMG. Tak to już działa. Klient kupuje, producent rozwija i utrzymuje, aby klient mógł kupować więcej. 

No ale wiemy też, że taki (na przykład) GW, nie do końca gra fair. Przy każdej zmianie edycji inaczej rozkłada akcenty, o jednych armiach pamięta, a o innych zapomina. Majstruje przy kosztach jednostek, nie po to aby balansować armie, ale po to, aby sterować graczem-klientem i jego poczynaniami z portfelem. No wiecie, dział sprzedaży musi przynosić dochody, ba, co roku większe. Twoja armia musi się szybko zestarzeć, figsy z drugiej ręki, nie mogą być atrakcyjniejsze od nowych. A jak już nic pomoże, to wiecie - skalę 28mm można podbić do 32mm - no i już nic pan nie zrobisz. Znacie to. 

Są gry napisane po to, abyś nie musiał popadać w rozpacz, abyś nie musiał rozstawać się z ulubioną armią czy bandą, abyś mógł sobie ją rozbudować z używek, które wypadły z obiegu w macierzystej grze, abyś mógł sobie wydrukować to co chcesz. Te gry mają wywalone na to, kto jest producentem figurek. Baw się czym chcesz. To właśnie są gry niezależne figurkowo (miniature agnostic games). 

Zdjęcie ze strony wydawcy: One Page Rules
Wiem, że może granie w One Page Rules - gry, która jeśli chodzi o zasady - chce być tak blisko gier GW, jak to tylko konieczne, i tak daleko jak to tylko możliwe, to nie ten sam splendor i chwała, ale widzę, że środowisko to prężnie rozwija - także w Polsce. Ekipy pojawiają się na targach i konwentach, tłumaczą ładnie co i jak, robią pokazy i oferują możliwość przeprowadzenia starć. Zdarzają się - jeszcze małe - ale zawsze jakieś turnieje. Ludzie raczej przyjemni i otwarci - z uśmiechem opowiadają o swoim hobby. W OPR istnieje odpowiednik znakomitej większości frakcji, ras i band z WFB czy WH40K - a zasady dostępne są zarówno dla starć armii jak i skirmishy. 

I to jest tylko jeden z wielu przykładów. Innym są figurkowe gry historyczne, gdzie niezależność figurkowa pojawiła się o wiele wcześniej - zasady co najwyżej pisane są pod jakąś skalę, choć dla wielu gier nie ma to znaczenia - tutaj wspomnę może o grze To the Strongest!, która bez żadnych zmian w zasadach, obsługuje wszystkie znane formaty od 2mm po 28mm (pewnie i 1/72 da radę). 

zdjęcie z podręcznika do To the Strongest - źródłó: BigRedBat shop

Jest to z moje strony oczywista próba ewangelizacji tym stosunkowo nowym, ale na pewno też zyskującym na sile prądem. I tak, ewangelizuję, ale robię to, ze względu na to, że środowiska erpegowców i bitewniakowców zawsze się troszkę przecinały, i jak sądzę, kilku z was może mieć jeszcze stare figurki pochowane po szafach z którymi nie ma już co robić, a sprzedać się już nie da, a wyrzucić szkoda. Wierzcie mi, że jest co z tym robić! Bądźmy w kontakcie. 

wtorek, 27 lutego 2024

One Page Rules - czyli, jako wpadłem w paszczę szaleństwa

Bitewniaki skrywają pewną tajemnicę. Na wielkim stole, pełnym pięknie wykonanych ruin, wioseczek, pól, wzgórz, menhirów, obelisków i portali, stają na przeciw siebie dwie wraże armie. Jeszcze piękniejsze niż makieta. Cudowne kolory regimentów, dynamiczne pozy wściekłych skirmisherów, ciężka jazda w pełnym galopie, na smoki ziejące ogniem, na giganty miotające głazami, na paskudy chaosu, wynaturzenia bezdni, chordy ożywieńców i martwiaków. Stają do śmiertelnego starcia na śmierć, życie i... kostki. 

I teraz co jest tajemnicą? To, że to bardzo drogie hobby? Nie, to jest wiedza powszechna, o tym się mówi! Kto wziął pudełko z figsami do ręki ten wie, że  mięso armatnie, to koszt 8-10 złotych za figurkę, a potem jest już tylko drożej. Że farbki kosztują 10 lub więcej za kolor, że pędzelki mają swoją cenę, że dobre szczypczyki do wycinania z wyprasek też swoje kosztują, że spray to minimum 50 złotych. Że podręczniki to spore koszty - ponoć  najnowsza edycja Warhammera już na tym etapie staje się solidnym paywallem. Koszt nigdy nie był tajemnicą - zawsze było jasne, że bitewniaki są szalenie drogie.  

Że czas - bo malowanie figurek, to zajęcie czasochłonne  - jeśli nie wiesz jak malować szybko. To trwa i nie jest proste. Możesz zlecić komuś, ale wówczas będzie jeszcze drożej. 

I w końcu po tych wszystkich inwestycjach, nakładach czasu, pracy i pieniędzy siadasz do gry. Do gry w kości. Poważnie - grasz w kości. Czasem w wiadra kości, czasem w pojedyncze kości. Im więcej wsadziłeś w to pieniędzy, tym ciężej będzie ci to przyznać. Nagle okazuje się, że jesteś swoim własnym Starym-audiofilem - tylko zamiast wyrzucać pieniądze na złote kable i mithrilowe wtyczki, pseudofiltry i pianki wygłuszające wydałeś na grę w kości. 

Jasne, że tego nie przyznasz. Masz rację. Nie musisz pisać komentarza, wiem, że się mylę. Wiem to, mój Stary-audiofil już mi to udowodnił wiele razy. Wiem, wiem - nie grasz w prostą grę kościaną. Tak, tak - rozumiem. Spoko. Pełny luz. Masz rację. Naprawdę nic do tego nie mam. No, ale w sumie do tego się to sprowadza. 

Wystarczy, że zamiast zakupu figurek, wydrukujesz sobie armię plaskaczy z One Page Rules - jest tego od groma na bitewniakowym odpowiedniku drivethrue. I nagle czar jakby pryska. Iluzja się rozmywa.