czwartek, 5 maja 2016

Erpegowiec wraca do gry

Chciałbym swoim czytelnikom wyjawić pewien sekret. Nie taki znowu wielki, ale tajemnica, w szczególności ta, która jest już niemal ujawniona ma pewien urok.

Co z Rzutem Krytycznym? Nastąpiła we mnie Dobra Zmiana, więc zrewidowałem swoje poglądy związane z grami fabularnymi i uważa, że w tym momencie Rzut Krytyczny nie jest mi do szczęścia potrzebny, wręcz przeciwnie, potrzebny jest rzut pozytywny. Stąd też zaplanowałem - nosiłem się z tym od kilku lat, ale teraz przyszedł impuls z właściwą mocą - że wskrzeszam mój projekt sprzed 15 lat - czyli E-zin - Erpegowiec.

Zapraszam do czytania bloga Erpegowiec, gdzie sukcesywnie i naprzemiennie będę publikował stare materiały oraz wrzucał nowości. A będzie ich sporo, bowiem uderzając w sentymentalną nutę udało mi się ściągnąć do współpracy większość dawnej redakcji oraz kolegów z Tyskiego Kluby Fantastyki HQ.  Myślę, że będzie przednio. Myślę, że to będzie Dobra Zmiana. Zresztą sami sobie zobaczcie.

Facebook: Erpegowiec
Blog: Erpegowiec.blogspot.com
Strona: Erpegowiec.prv.pl

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Wydawnictwo Portal zerwało z tradycją


Jak wam się podoba nowe światowe logo Wydawnictwa Portal? Słodkie, okrągłe, zabawne? A może Portal przymierza się do wydania w kraju Das Schwartze Augen? A może komiksu o Przygodach Młodego Saurona? Czy warto w chwili politycznej zmiany zrywać z tradycyjnymi barwami narodowców, na rzecz Pomarańczowej Alternatywy 4? A może ta zmiana została wymuszona kolejną uchwaloną w nocy ustawą? A może Kuźnia Skner hackuje konta na FB? A może rozpoznajecie w tym logo łysego Puszona w berecie z lotu ptaka?

A na poważnie. Mnie się podoba, co jest pewnie odosobnionym zdaniem. Czekam na wersję białą na czarnym tle i czarną na białym, oraz resztę typograficznych szczegółów.

wtorek, 15 grudnia 2015

Handlowanie na facebooku

Novgorod torg

Pisałem niedawno facebookowej grupie założonej i koordynowanej przez Khakiego, dzięki której można się pozbyć gry z kolekcji, bądź uzupełnić ją o potrzebne pozycje. W tekście poruszyłem kwestię zaufania społecznego – bo handel używanymi podręcznikami RPG na facebooku w zasadzie opiera się wyłącznie o niego. Oczywiście jest afera.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Raspberry Pi i reedukacja humanisty


Raspberry Pi niebawem wyląduje na stacji kosmicznej i sądzę, że to dobra okazja, aby podsumować te kilka miesięcy mojej znajomości z Malinką.

Kupiłem ją w celach czysto edukacyjnych. Prawdę powiedziawszy Rasberryna miała mi dać to samo, co przed laty dał mi C64. Ma mi go zastąpić, bo o ile C64 to ciągle fajna maszynka, nie jest w żaden sposób perspektywiczna – zgłębianie jego tajemnic ma taki sens jak nauka języka kornwalijskiego. Nisza w niszy. Czy daje? Sprawdźmy.

środa, 2 grudnia 2015

Czy życie youtubera musi być piekłem?

Z youtubem nigdy nie wiadomo. Subuję może z półsetki kanałów, i parę lat temu nie dałbym złamanego grosza bookowi, który nakłoniłby mnie do przewidzenia ile subów uzbiera Mighty Jingles. Nikt by nie trafił, choć zdradzał facet potencjał, mimo że znalazłem go jak miał stałych widzów w rejonie 3 do 5 tysięcy. Dziś ma ich już ponad 200 tysięcy. Zresztą to trochę taki fanomen, bo gość jest jakby nie patrząc trochę dziadkiem, ot szeregowcem z marynarki wojennej  jej królewskiej mości na emeryturze. W nic nie gra super dobrze, ale ma chłop poczucie humoru, przyjemny głos i rozbrajający śmiech. Pewnie nie udałoby mu się osiągnąć tego co ma, bez niewielkiej pomocy kilku przyjaciół z YT, którzy wspomnieli o nim, na swoich kanałach. Często towarzyszy mi podczas zmywania, sprzątania czy lecąc gdzieś w tle w funkcji radia. Czasem zabieram go pod prysznic.

I teraz wiem, jedno – takich kanałów jak ten od Jinglesa jest w sieci na pęczki, ale ponieważ jest już MJ, nigdy się nie przebiją – czas nie jest z gumy i choć mam go nawet dosyć dużo, codziennie dokonuję selekcji. No tak, jestem z tych co to nie mają telewizora od lat, więc oglądamy tylko YT. Nie przebiją się, bo MJ wystarczy, albo inny QuickyBaby czy SideStrafe czy Hallack. Nie przebiją się też dlatego, że są mało znani, nie mają masy krytycznej, nie stali się śnieżną kulą subskrypcji. Są za mali aby o nich mówić. Są za mali, choć się starają i robią dobrą robotę.

Weźmy taką ekipę z SaveProjeckt. Nie do końca wiem, czemu jeszcze nie chwycili. Ja ze spokojem łykam audycje powyżej 30 minut, nawet powyżej 60 minut, jeśli ktoś mówi coś interesującego na  tematy, które dotyczą mojego hobby. A tak jest na SP. Oto spotyka się 3 gości z redakcji plus gość czy goście i dyskutują na tematy związane z gamedevem i przyległościami. Pytania sensowne, poglądy różnorodne, spory często siarczyste, ale z kulturą. A i goście niebanalni. A subów brak. Szkoda.

Może to dla tego, że audycja za długa? Może gdyby wrzucać oprócz audycji, także kilkuminutowe fragmenty będące teaserami i pokazującymi prosto w twarz, patrzcie, warto, jesteśmy dobrzy w tym co robimy i oto dowody?

A może dla tego, ze część z tych audycji zaczyna się tym czym powinna kończyć? Czy zlepek potknięć, skuch dobrze służy audycji jeśli znajdzie się na początku? Może z jakiegoś powodu wszyscy wstawiają go na samym końcu?

A może trzeba wydać trochę grosza na reklamę, żeby audycja pojawiała się częściej  przy okazji wyszukań podobnych tematycznie programów?

A może po prostu warto polecać takie jeszcze niszowe produkcje? Gdzie SaveProject będzie za kilka lat nie wiem, ale fajnie byłoby, gdyby więcej osób mogło się przekonać, co tam mają w ważnych dla graczy sprawach do powiedzenia, kogo ciekawego do zaprezentowania. Tak w ostatnim wywiadzie z Arkadiuszem Reikowskim kompozytorem pracującym dla branży gier komputerowych? Tylko posłuchajcie i oceńcie sami, czy warto dać im suba.

piątek, 23 października 2015

Gdzie sprzedać grę fabularną?

Krzysztof Baranowski założył na Facebooku grupę pod nazwą Bazar RPG. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej jej działalności zarówno jako kupiec, a w przyszłości jako osoba, która kończąc z hobby pozbędzie się kilku nastu kilogramów zbędnej mi już makulatury, które przepoczwarzywszy w gotówkę, zmienię potem na lutownicę lub wykrawarkę.

Znam Khakiego wielu lat, jeszcze z czasów forum nieistniejącego serwisu Moorhold.net. Zawsze miał ciekawe pomysły, jedne pochwalałem inne mniej. Ten należy z pewnością do pierwszej grupy. Myślę, że taka inicjatywa jest warta uwagi. Khaki podejmuje jednak pewne ryzyko, bowiem, w przeciwieństwie do serwisów aukcyjnych, regulamin jest tylko na gębę. A ponieważ: „Polska nie spełnia ani jednego kryterium społeczeństwa obywatelskiego. Pod względem ogólnego zaufania zajmujemy jedno z ostatnich miejsc wśród krajów objętych badaniem European Social Survey (ESS) w 2010 r. W Polsce z opinią, że „większości ludzi można ufać”, zgadzało się według naszego badania zaledwie 10,5 proc.” [źródło: Diagnoza Społeczna 2013] to tym bardziej cieszy, że chyba wszystko w tej społeczności układa się jak należy. Czy miały miejsce przypadki, że ktoś wysłał pieniądze i nie otrzymał towaru? Tego niestety nie wiem.


Ja nie miałem problemów zaklepany towar, opłacony wcześniej przyszedł do mnie pocztą w rozsądnym terminie. Ta jedna próba, nie reprezentuje oczywiście niczego, ale cieszę się zawsze, kiedy mogę udowodnić sobie, że opinia mieszkańców tego kraju o swoich pobratymcach nie koniecznie odzwierciedla fakty. A czy ktoś z was brało może udział w tym przedsięwzięciu?

czwartek, 22 października 2015

Czego nauczyłem się przy okazji grania?

Czy RPG może czegoś nauczyć? Myślę, że tak. Sporo zależy od nastawienia osoby oddającej się temu hobby, od tego czego tu szuka, co znajduje i z jakimi ludźmi przestaje. Uważam, że pewien potencjał jest. Ja z niego skorzystałem.

Nastawienie

RPG stwarza pewne okazje, aby podszkolić się w umiejętnościach miękkich – oczywiście, to czy z nich skorzystamy zależy już od naszych wewnętrznych motywacji i predyspozycji. Zresztą, co tu dużo pisać – odpowiednie nastawienie to podstawa, także jeśli idzie o umiejętności twarde. Dzięki grom fabularnym, a raczej towarzyszącej im otoczce, możemy trafić na sposobność, aby przyswoić kilka umiejętności, których być może normalnie nie chcielibyśmy się nauczyć. Pokażę wam to na swoim przykładzie – bo właściwie od końca liceum zacząłem wychodzić poza swoją standardową grupę graczy i odczuwać potrzebę uczestnictwa w czymś szerszym. Nastawiony byłem na to, aby z rpg wyciągnąć coś więcej nić chorobę nadgarstka lub umiejętności szybkiego znajdowania sukcesów w puli kości mieszczącej się we wiadrze.

HTML

Niby nic a jednak. HTML czyli to coś w czym pisane są strony internetowe. Na początku roku 2000 stałem się sympatykiem nieformalnego klubu fantastyki pod nazwą HQ. Klub jak to klub, powinien mieć stronę. Na spotkaniu, na którym przyszło nam ustalać szczegóły zgłosiłem się na ochotnika, tylko dlatego, że uznałem, iż będzie to świetna okazja aby owego HTML się nauczyć. Były to oczywiście inne czasy – nie było blogów, prostych platform takich jak Blogger czy Wordpress. Pisało się od zera, a strona obowiązkowo musiała mieć czarne tło. Co więcej – pisało się tę stronę offline, bo przecież internet popularny stanie się dopiera za dwa może trzy lata. Ograniczało się grafikę do minimum, aby strony nie miały przypadkiem więcej niż 100 kB, aby nie obciążać modemowców. Ta pierwsza strona, to była najważniejsza strona – tam nauczyłem się podstaw, oraz pierwszych tricków, które pozwalały na obejście ograniczeń ówczesnej wersji HTML. Dzięki temu, że poznałem język, rok później mogłem spokojnie zająć się wydawaniem miesięcznika internetowego pod nazwą Erpegowiec.prv.pl.

MS Publisher – początki DTP

W klubie mieliśmy pisemko pod nazwą KsenoZine. Składaliśmy go za pomocą MS Publishera, takiej mało znanej części pakietu MS Office. Robiliśmy to często w kilka osób, wpadając do znajomego, który program posiadał. Całkowicie na ślepo, na własnych błędach uczyliśmy się składać. Znajomość Publishera w wersji z początku wieku, na nic mi się dziś przydaje, jednakże złapałem wówczas bakcyla składu.

Adobe Photoshop

Dosyć szybko nauczyłem się, że na grafików hobbystów nie ma co liczyć. Jeśli robisz zina, to wiedz, że jeśli ktoś się spóźni lub oleje to będzie to właśnie grafik. Nie ważne czy rysownik, czy gość od grafiki komputerowej. Chcesz mieć, zrób se sam. Siłą rzeczy zabrałem się za zabawy z tym programem. Muszę przyznać, że nigdy nie korzystałem z książek, wszystkiego uczyłem się mozolnie sprawdzając efekty moich kliknięć. Robiłem więc sobie banerki, layouty stron internetowych, rzadko jakiegoś interesującego tutoriala. Wszystko co było mi potrzebne, robiłem sobie sam.

MS Word

Wydawać by się mogło, że ten program znany jest każdemu, ale rzadko kiedy używa się go zgodnie z przeznaczeniem, częściej zastępuje systemowy notatnik czy notpad. Warto się wgryźć weń głębiej. Chciałem to zrobić i musiałem. Choćby dlatego, że materiały na stronę klubu czy Erpegowca dostawałem najczęściej w postaci plików .doc. Prośby o to, aby unikać wszelkich bajerów i formatowań, które są czym innym niż boldem lub italikiem, na nic się zdawały. Musiałem się Worda nauczyć, aby móc odkręcić to co przysłali mi autorzy. Było to konieczne, bo wstawianie tekstu na stronę wiązało się z własnoręcznym wstawieniem znaczników HTML. Ponadto przy odrobinie samozaparcia Word nadawał się też do tego aby przygotowywać w nim publikacje do druku.

Dlaczego o tym piszę?


Tak naprawdę znajomość wymienionego oprogramowania czy HTMLa nie była mi konieczna do szczęścia. W mojej obecnej pracy zawodowej nie są mi potrzebne. Nauczyłem się tego wszystkiego tylko dlatego, że RPG dało mi motywację. Być może, nauczyłbym się tego i tak, z innego powodu, ale tu pewności nie mam. Wiem jednak, bo mam te scenki przed oczyma do dziś, że wracając z uczelni siadałem do kompa i używając tych programów wykonywałem szereg czynności związanych z rpg i jego okolicami. Codziennie i z wielką przyjemnością. O tym, że otworzyło mi to w jakiś sposób drogę do pracy w Portalu, miałem się dopiero przekonać. Do tematu jeszcze wrócę, bo to tylko kilka przykładów, a jest ich nieco więcej, tym bardziej, że niektórzy znajomi też nauczyli się przy okazji grania kilku umiejętności.    

środa, 21 października 2015

Starość a gry fabularne


Temat starości od kilku lat pojawia się na moim blogu. A to idę na emeryturę, a to z niej wracam, a to piszę, że RPG nie jest dla starych ludzi, a to że wzrok nie taki, a to, że młodzi jacyś tacy inni, albo że ja jeszcze inniejszy.

Jestem stary - to fakt. Są starsi - też fakt. Kiedy byłem w wieku pomiędzy 20 a 25 lat, nie rozumiałem starszych kolegów erpegowców. Wydawali mi się tacy zastali, niechętni zmianom, trudno było ich angażować w rzeczy większe, wymagające czasu, w inicjatywy, które służyć miały całkiem sporej społeczności erpegowców w moim mieście. To było niesłychane, że ci goście, najpierw nas jako tako poorganizowali, tchnęli w młodzież nadzieję, że można się poznać, poprzerzucać międzypokoleniowe mosty, coś razem zrobić, a potem po kilku latach, trudno było ich ruszyć i namówić do czegokolwiek więcej niż tylko sesji w domowym zaciszu. No ale garstka z nas, wyciągała ich z szaf, w końcu zmuszała do napisania tekstu, poprowadzenia prelekcji, czy zorganizowania LARPa.

Dziś sam jestem już stary i rozumiem ich perspektywę lepiej. Nie będę szukał wymówek, choć jest ich pełno. Dam sobie z tym spokój. Po prostu z wiekiem chce się trochę mniej, ale lepiej. A lepiej znaczy z większym wysiłkiem, z poświęceniem czasu. Mniej i po łebkach już tak nie zadowala jak kiedyś. Rosną oczekiwania, a wraz z nimi maleje ochota, bo te oczekiwania trzeba głównie przed samym sobą spełnić.

Zrobić po prostu larpa? Oj, nie - to, musi być przedstawienie. Napisać przygodę? Oh, ale żeby się ją czytało niczym dobrą powieść. Zrobić fanzin? No tak, z solidną redakcją, korektą, działem graficznym i wiekopomnymi tekstami. Jakby trochę trudniej. No i na koniec, trzeba to zrobić dla satysfakcji, a nie dla pieniędzy jak zwykle. Zatem poprzeczkę stawiam sobie wysoko, na tyle aby jej przypadkiem nie przeskoczyć, aby mogła zadziałać któraś z wymówek, wicie, rozumicie.

Kilka dni tamu zapytałem starszego kolegę w pracy o to jaka jest różnica pomiędzy starością a młodością. Popatrzył pytająco. Otóż, widzisz  - mówię - pojawia się Windows 10, i teraz jeśli czujesz się młody to czekasz na niego z wypiekami. Jeśli czujesz się stary, myślisz - kurwa, znów mi coś poprzestawiają, znów się będę musiał do czegoś przyzwyczajać na nowo. Myślę, że dobrze taka sytuacja oddaje stan umysłu osoby rażonej mentalną "dojrzałością". A jakże frustrują te momenty zrywu, kiedy przypominając sobie stare dobre czasy, postanowię coś zrobić i nie daj boże komuś coś obiecam. I w tej chwili młodzieńczego uniesienia, kiedy wszystko wydaje się takie proste, zgodzę się na coś, na co nie powinienem, bo otumaniony nie wezmę pod uwagę, że wzlot mi się zaraz skończy, że flow minie za tydzień lub dwa, a poprzeczkę zacznę sobie podnosić już po pierwszych godzinach z projektem, z prostego zmieniając go w skomplikowany, z beztroskiego w wymagający, z niewinnej zabawy w ciężką robotę.  

Tym większy szacunek mam dla Sejiego i Spotkań Losowych. Fanostwo z wiekiem jest coraz bardziej wymagające, a Seji spróbował podejść do tematu raz jeszcze i cieszę się, że mu wyszło. Choć tak jak stoi powyżej. Zamiast więc rzucić to wszystko w trzy cholery, wziął się z tematem za bary, jak sądzę, najpierw kalkulując, rozważając za i przeciw, zmierzył siły na zamiary, pewnie troszkę zaryzykował. I pykło. Zebrał ludzi, zebrał redakcję i znów wydaje. Po staremu - po fanowsku, dla satysfakcji. Szacunek dla każdego kto siedzi w tym hobby mając 32 i więcej krzyżyków na karku. Szacunek dla każdego komu się w tym wieku jeszcze chce, bo mnie już od dawna nie.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Raspberry PI okiem elektronooba


Po pól roku oszczędzania na Dream Saverze zabrałem kwotę potrzebną do zakupu Raspberry Pi. Cieszę się niezmiernie bo na spotkanie z tym małym cudeńkiem czekałem bardzo, ale to bardzo długo. Cieszę się też, że udało mi się systematycznie odkładać niewielkie kwoty, spokojnie czekając na to, czy przypadkiem mi się się to wszystko jakoś nie odwidzi. Jak wyszło?

piątek, 12 czerwca 2015

Total War: Arena czyli World of Troops

Grałem już w nowego Total War: Arena - dokładnie. Powiem, więcej - sam go wymyśliłem. Ach, czasem człowieka strzela w takich sytuacjach. Ktoś z was też tak ma, że sobie w głowie zaprojektował grę, którą potem wydał ktoś inny?

No może nie do końca wymyśliłem tego Total War: Arena, raczej rozmyślałem sobie o czymś w realiach II Wojny Światowej, ale zasada ta sama. Bo skoro w World of Tanks gramy czołgiem, to w tym moim Świecie Trepów chciałem grać drużyną piechoty, moździerzem, czołgiem, artylerią polową z ciągnikiem, albo gniazdem CKM - albo żeby choć te elementy występowały w formie AI.

Rozkminiałem sobie czy taka gra miałaby sens, jak mogłaby wyglądać, jak taką drużynę można byłoby rozpraszać i zbijać w kulkę, w linię, kolumienkę. Czy widok z góry czy może z oczu dowódcy? Czy może lepiej umieścić ją w czasach Napoleona czy gdzieś dalej w Japonii? Jak już tu jesteśmy to od razu ma się przed oczami gry Creative Assembly.

Kilka tygodni temu, jeden z youtuberów, których oglądam - SideStrafe przekazał, że wybiera się do Niemiec - na pokaz nowej gry multiplayerowej powiązanej z Total War. I coś czułem, że będzie mowa o mojej grze. W rzeczy samej. Total War: Arena - choć osadzona w starożytności, będzie mniej więcej o tym o czym myślałem. Cieszę się, że wszystko ułożyło się po mojej myśli.

Kiedyś kolega powiedział mi, że jeśli wpadłeś na fajny pomysł, to wiedz, że ktoś już nad nim pracuje. Oczywiście cały tekst jest żartobliwy, choć na faktach.