Ech, no ciągnie mnie coraz bardziej w kierunku erpegów. Obwąchuję się ze starymi zinami, oglądam foteczki z konwentów, kartkuję archiwum Erpegowca... jednym słowem: niedobrze. Znaczy się nostalgia miesza mi się z liryką, skrzydlata dusza wzlatuje w kierunku rozżarzonego słońca, mimo że głowa wie, iż pióra trzymają się na lichym wosku.
Spotkałem na mieście ze dwóch znajomków z dawnych lat - kurtuazyjna wymiana numerami, na razie zatrzymała się na wymianie kilku wiadomości, ale to i tak przyniosło większy efekt, niż wiele podobnych wymian - znamy przecież ten rytuał. U chłopaków też erpegowa posucha, frustracja graniem po telemostach i przez bioprądy. Nie wiem, czy coś z tego możne będzie ulepić.
Ale oprócz tego przyleciał z UK podręcznik do gry To The Strongest. Całkiem jest ładniutki, lśniący, dobrze bindowany metalową sprężyną, więc można go czytać w zapętleniu.
Erupcja nostalgii Polterowej mi przeszła - widać, że nie tylko mnie. Fajny, krótki przelocik. Jestem zdanie, że takie podmuch trzeba wspierać, bo zwykle przydaje się dodatkowy wiaterek, żeby rozhulać pożar ale raczej nikt więcej, do tego podrygu nie przystąpi. Próbowałem też dojśc do tego, czemuż to wyszedłem z Poltera (na oko w 2016), ale zatopiło się to już dawno w niepamięci, a strzępki myśli zapisanych wówczas na polterblogu, nie wiele w tej sprawie zmieniły.
Odkryliśmy z kumplem nowego bitewnaczka - Greathelm. To taki bitewniaczek jakie lubię, który gra na nosie schematom. Jeśli więc zastanawiałeś się kiedyś, czy da się zagrać bitewniaczka w pociągu, i nie mogłeś sobie tego wyobrazić, no to bam - wjeżdża Greathelm. Możesz zagrać w to w pociągu, wiem bo grałem i to dwa razy.
Przy okazji nadmienię, że w tyskiej mediatece odbył się turniej Warhammera, zaś na piątkowych spotkaniach zauważyłem, że ekipa od kampanii przeskoczyła z Mordhaima na Trench Crusade. U Starwarsowców bez zmian.