wtorek, 18 sierpnia 2026

To the Strongest: Iliria vs Tracja

Tym razem postanowiliśmy zagrać coś mniej klasycznego, padło na starci Iliryjczyków z Trakami. To zabwne, bo o ile o Trakach wiem, że byli i mniej więcej gdzie żyli, to o Ilirijczykach nie wiedziałem nic. Okazuje się, że wejście w historyczne gry bitewne, pozwala dowiadywać się czegoś nowego o świecie  - zacząłem temat Ilirii nieco głębiej penetrować i muszę powiedzieć, że polubiłem łobuzów. 

Siły:  

Tracja: Piechota x7, Łucznicy x3, Kawaleria x2, Lekka Kawaleria x2

Iliria: Piechota x9, Procarze x2, Oszczepnicy x2, Lekka Kawaleria x2

Przeszody terenowe to: brązowy skała - niedostępna, ograniczające pole widzenia oraz, jasno łososiowy trudny teren. 

Tracja rozstawiła się północy, na zachodniej flance wystwiając kawalerię, w centrum piechota wzmocniona łucznikami, wschód piechota z łucznikami. 

Iliria postanowiła zaryzykować bitwę osłabiając środek, gdzie pozostawiła tylko 3 jednostki piechoty, zaś obie flanki o podobnej silnie wzmocniła lekkimi oddziała kawalerii, procarzy i oszczepników. 

Uwagi: rozgrywaliśmy grę na większej mapie niż standardowa. 12x10 (wizualizacja przedstawia mapę 12x9)

Grając Ilirią największe zagrożenie upatrywałem w łucznikach (w tym momencie błędnie uważaliśmy z kumplem, że lekkozbrojni łucznicy, dysponują aż 6 zapasami amunicji na każdą jednostkę). Z poprzednich gier wiedziałem, że przy sprzyjających wiatrach są wstanie złamać wiele jednostek. Drugą sprawą była całe skrzydło pełne kawalerii.

Mój plan był taki: pędzę wszystkim co mam naprzód, aby zając dogodne pozycje. Wykorzystać wielką skałę do wypełnienia luki i tym samym nieco przyhamować konnicę Traków, oraz zająć trudny teren lekkimi jednostkami, co znacznie je wzmacnia i poczekać na przybycie reszty jednostek. Centrum miało za zadanie wbić się w łuczników i wyprzeć ich z walki, albo przynajmniej ich nią związać. Uznałem, że dobrym pomysłem będzie wzmocnić zachodnią flankę oddziałem z centrum. 

Początek środkowej gry zastał mnie w sprzyjającej sytuacji - udało mi osłabić jazdę Traków. Zachód i centrum osiągnęły mniej więcej to co zakładałem. Na wschodzie było trochę gorzej, jednostki nie słuchały się dowódców za nadto.  Uważałem, że mam dobry punkt wyjścia. Zagrożeniem pozostawali łucznicy i silne centrum przeciwnika. 

W kluczowym momencie rozgrywki udało mi się usunąć łuczników z centrum oraz związać walką piechotę Traków. Poczyniłem też postępy na zachodzie, gdzie związałem walką kawalerię i straciła ona mobilność. Wszystko jednak mogło się tam rozegrać inaczej. Wschodzie jednak powstała luka, którą lekką kawaleria mogła jedynie chwilowo zasklepić i opóźniać ruchy na skrajnym skrzydle. Nie mniej jednak walki o centrum stały się krwawe, a jednostki obu stron mocno podupadły na morale. Mając miejsce do wycowafnia postanowił z niego skorzystać. 

Finalnie udało mi się, po ciężkich i długich bojach rozbić całą kawalerię, oraz przejść do ataku na trackie obozy. Utrzymałem też centrum, na którym przeciwnik nie chciał ryzykować. Wschodnia flanka, mimo, że pękła w końcu, wytrzymywała kolejne natarcia i cofając się wiązała walką przedzierające się na tyły odziały trackiej piechoty.  W końcu przeciwnikowi skończyło się morale, a bitwa zakończyła się zwycięstwem Ilirii! 







sobota, 4 lipca 2026

To the Strongest! Pyrrusowe zwycięstwo: Kartagina vs Rzym (Polybian Era) - raport z bitwy

Uprzedzając fakty, należy wspomnieć, że wynik bitwy, choć pomyślny dla Kartaginy, przez historyków określany byłby raczej mianem pyrrusowego zwycięstwa.

Rzymianie dysponując wojskiem mniej liczebnym, skutecznie wykorzystali właściwości pola bitwy, pozostając przy tym w ciągłej ofensywie.

Wojska Kartaginy nadciągnęły z północy i usadowiły się w centrum, wschodnie skrzydło obsadzili oddziałami greckiej falangi, zachodnie barbarzyńcami.

Na południu rozstawiły trzy kontyngenty rzymskie, w każdym manipuł piechoty z velitami, wzmocniona oddziałami sojuszniczymi.  Na wschodzie ciężka jazda, w centrum iberyjscy oszczepnicy, na zachodzie kreteńscy łucznicy i lekka jazda.

W oddali po lewej barbarzyńcy, w centrum Kartagińczycy, z prawej Grecy. 
U dołu: manipuł czerwony w centrum, manipuł biały uderzy na Greków

Rzymianie dostrzegli swoją szansę i wykorzystując ukształtowanie terenu, z powodzeniem, forsownym marszem zdobyli dla siebie dogodne pozycje. Kartagina zaś, mimo przewagi liczebnej, zmagała się z brakiem karności swoich jednostek. Niespieszno było do starcia.  

Rzymianie ciężar walk i najlepsze jednostki skupiły w centrum, uderzyły też z impetem na wschodzie, zachodnie skrzydło pozostawiając w wyraźnym osłabieniu. Barbarzyńscy sojusznicy Kartagińczyków, nie byli wstanie przez dłuższy czas wykorzystać przewagi na tym skrzydle, szachowani dobrze ustawioną lekką jazdą numidyjską.

Widok z pozycji Rzymian. Widać dysproporcje liczebności sił

Kartagina poniosła w centrum gigantyczne straty, nie mniej wprowadzenie w ostatnim rzucie słoni i jazdy zatrzymało impet rzymskiego natarcia, solidnie trzebiąc jeden z manipułów. Należy docenić oddział iberyjczyków, którzy właśnie w centrum dokonali przełamania wychodząc na tyły Kartaginy.  Na wschodnim skrzydle grekom też nie było łatwo i ich zwarte falangi poczęły pękać.

Starcie Rzymian z Grekami, z widokiem przez centrum - stąd słonie.

Rzym był bardzo bliski zwycięstwa, jednakże zachodnie, lekkie skrzydło okazało się trudniejsze w dowodzeniu niż mogło się wydawać. Numidia zawiodła, co otworzyło drogę lekkiej jeździe barbarzyńców na obozy wojsk rzymskich. To przesądziło o wyniku. Rzymianie widząc co się dzieje na tyłach zarządzili odwrót. Przemęczone walką manipuły wycofały się z bitwy, a przetrzebieni Kartagińczycy, zadowolili się takim obrotem spraw.

Bilans starcia nie jest jednoznaczny. Rzymianie stracili ledwie kilka lekkich jednostek oraz swoje obozy – pozostawione bez jakiejkolwiek obrony. Kartagina poniosła ogromne straty w ludziach, tym większe, że gros rozbitych jednostek stanowiły siły tejże właśnie. a sojusznicy osłaniający jej skrzydła złożyli o wiele mniejszą daninę krwi.    

Krajobraz po bitwie. Kartagina straciła całą piechotę w centrum. Iberyjczycy (Rzym) na tyłach.
Dwa z trzech manipułów rzymskich w stanie bliskiego złamania. 

Powrót do gry  "To The Strongest!" udany. Emocji po sam sufit.   

poniedziałek, 25 maja 2026

Obejrzane - Gwiezdne Wojny: Mandalorian i Grogu (ocena 5/5)

Najnowszy Mandalorianin, to najlepsza część Gwiedznych Wojen jaką widziałem. I będę tej tezy bronił do upadłego. Od pierwszej sekwencji czułem, że dekonstrukcja wisi w powietrzu. Cóż za ukłon w stronę bondowskich sidequestów w ekspozycji z jednej strony (W tajnej służbie jej królewskiej mości), a z drugiej wykpienie idei maszyn kroczących typu AT-AT, które pod wpływem zabiegów Mando, walą się na ryje, wyjąc przy tym niczym zarzynane bestie. Czuć rozmiar metalowych monstrów, dorównujacy ich niedorzeczności. Pomyślcie jak wielka łapówa musiała pomóc przepchnąć ten projekt z fazy planów, do fazy produkcji. 

A dalej jest już tylko lepiej. Prosty wątek, z lekkim twistem podlanym sosem czarnego kina. No bo jeśli Jabbowie są w coś zamieszani to wiadomo - do niczego dobrego to nie zaprowadzi. To jest kino lat 80. Proste, męskie kino akcji, pozbawione choćby śladu znetflixowanego obrazu świata. Facet to facet, a facetka to Sigurney Weaver, bo więcej płci pięknej nie uświadczysz (a może to jednak wink-wink do filmu Querelle Fastbindera?). Jedyne czego do pełni szczęścia zabrakło to krwi, flaków oraz onelinerów. Ale nie dajmy się zmylić, bo trup tu ściele się gęsto. 

Mando to w gruncie rzeczy Wiedźmin, tylko niestety płaski, robotyczny, bez wyrazu, choć ma parę dobrych momentów. Szkoda jednak, że nie ma w sobie tej wiedźmińskiej zdolności do przyciągania rozterek moralnych, czy ściągania na siebie konieczności dokonywania tragicznych wyborów oraz życia z ich gorzkimi konsekwencjami. Zarysowano jedynie namiastkę tego w wątkach związanych z naiwnym Rotta Huttem (z pewnościa Huttowie mają go za jednostkę poważnie zaburzoną psychicznie).

Film obfituje w wiele brutalnych scen walki, w szczególności te z potworami wzbudziły u mnie mieszane uczucia. Może i nie ma krwi, ale jak się jest na seansie z dziewięciolatkiem, to się człowiek zaczyna zastanawiać, czy może nie byłoby bezpieczniej pójść z nim najpierw obejrzeć klasyczną trylogię Obcych, ze dwa Predatory i dorzucić jeszcze może X-tro na rozluźnienie. Ludzie! Co tam się wyprawia to głowa mała. Paskudy widziałem okropne i to w dużym natężeniu! Scena, jak abominacje wylewają się na miasto wprawiła mnie w przerażenie, nie tyle swoją dosłownością ile właśnie niedopowiedzeniem. Na samą myśl o tym, co musiało spotkać pasażerów esbany (kolejki) ciarki mnie przechodzą. Naprawdę, trudne im się wylosowało, biedni ludzie!

I do tego sporo jumpscarów! O wiele za dużo, jak na możliwości poznawcze mojego dzieciaka. Zresztą, fauna zaprezentowana w filmie też wykracza po za skalę. Niezapomniane mordy, ryje, pyski i facjaty. 

Scen walk jest co niemiara, nie dłużą się, są dynamiczne. Co rusz Mando boryka się z przeciwnościami, które nachodzą na siebie niczym płyty tektoniczne wiodąc do erupcji bezkrwawej przemocy. Trudno mi je nazywać zwrotami akcji - bo takowych w Bondzie, Rambo, Kobrze czy Komando też nie uświadczyliśmy, ale jest tu kilka fint i zwodów akcji - tak to nazwijmy. Sesja by z tego była niezapomniana. 

Bawiłem się przednio! Polecam - tropów jest o wiele więcej! Atmosfera zagęszcza się z każdą chwilą, a zestawienie infantylności bajeczek fantasy - znaku rozpoznawczego Gwiedznych Wojen, z elementami ponurego horroru sf z nutą wiedźmińskiego cyber westernu noir i wszędobylskimi latami 80 czyni ten film znośnym kawałkiem męskiego kina akcja - choć trzeba przyznać, że w szortach. Do tego mało szmocy sztorca i jeszcze mnie tych durnych świetlnych szabelek. Jednym słowem dobra rzecz! Najlepsza jaką w uniwersum Gwieznych Wojen widziałem. Lepsza nawet od  większoscu Startreków, choć w tyle za Babilon 5 czy Lexx! 

wtorek, 7 kwietnia 2026

Hobby Update: Marzec 2026 - Twighlight Struggle, kampania w Black Seas: Smuggler's Run, Mediateka w Tychach oraz Liga Blood Bowl w Tychach

Ruszyliśmy z kampanią Smuggler's Run - myślę, że eksperymentalnie. Kampania zakłada, że pływamy mniejszymi okrętami - brygi, kutry, szkunery, a w porywie szaleństwa fregaty. Zmagania wyglądają tak, że rozgrywamy ten sam scenariusz, raz swoją flotą a raz flotą straży przybrzeżnej. Naszym zadaniem jest szmuglowanie różnych ryzykownych towarów i upłynnianie ich z ominię
ciem ceł, tak aby zarobić możliwie jak najwięcej w określonym czasie. Przeciwnik, stara się to nam utrudnić za wszelką cenę. To co wydaje się tu najciekawsze, to granie tchórza nastawionego na zysk, który chce przetrwać. Przeciwnik zaś, jest desperatem, który za wszelką cenę, ryzykując wiele, chce udaremnić nasze zamiary - wszak grając strażą przybrzeżną czy inną służbą ochrony wybrzeża, nie musi liczyć się przeżywalnością załóg i przetrwaniem okrętów. Mój współgracz, spogląda na to dosyć krytycznym okiem, mnie zaś takie podejście na razie się podoba. Po pierwszej potyczce, moja kompania przemytnicza zarobiła 1200, zaś kolegi 800 funciaków. Obaj jesteśmy na drugi lub może trzecim poziomie niesławy. 

W Tychach od dłuższego czasu mamy miejsce do grania w bitewniaki. Znajduje się ono w Mediatece. Towarzystwo dysponuje pięknymi stołami i z tego co wypatrzyłem gra się tam solidnie w Mordhaima (leci jakaś gruba kampania na kilku graczy co najmniej), LOTR'a oraz Star Wars Legion Skirmish (tak na moje niewprawne oko). Ekipa wydaje się bardzo przyjemna, a i jacyś starzy znajomi z różnych czasów się trafiają. 



Tamże, mogłem też zagrać w Twighlight Struggle - uwierzycie, że dopiero drugi raz w życiu? Miałem paręnaście lat temu brutalne zderzenie z tą grą - pierwsza rozgrywka z doświadczonym graczem pozwoliła mnie dobrze zrozumieć termin Seal Clubber. Tym razem sytuacja była diametralnie inna - oto dwójka graczy, o tym samym, zerowym poziomie znajomości kart, taktyk i strategii, mogła odkrywać fascynujący świat zimnej wojny płynąc razem w niemal dziewiczy rejs przez kilka dekad. 



W Tychach i okolicach jednego z pobliskich serwerów discorodowych, pośród wielu innych gier, toczy się mała dziesięcioosobowa liga Blood Bowl - wydaje się, że po za jednym walkowerem wciągu trzech kolejek nie wydarzyło nic, co jakoś specjalnie zakłócałoby przebieg rozgrywek. Muszę przyznać, że śledzę rozgrywki jako kibic, i doceniam zaangażowanie i wolę walki trenerów. Szczególnie kibicują underdogom, którzy z zerowym dorobkiem punktowym dzielnie stawiają czoła silniejszym oponentom.   








środa, 25 lutego 2026

Jak tanio zrobić prototyp lub fajne proxy - na przykładzie gry Full Thrust

Chcę wreszcie spróbować Full Thrusta - niech ten podręcznik, który trafił w me ręce lata temu, wreszcie znajdzie zastosowanie. Zależy mi na tym, aby zrobić to możliwie po kosztach - bo przecież wcale nie jest powiedziane, że gra zostanie ze mną na dłużej. Nie chcę na tym etapie narażać się na zbędny wydatek - figsy kosztują, malowanie zajmuje cenny czas, to wszystko może poczekać. Chcę sprawdzić jak się w to gra. 

Podręcznik za darmo:
Podręcznik do Full Thrusta mam - ten wydany przed wieloma laty przez Portal. Ale ty też możesz mieć za friko, wystarczy ściągnąć ze strony wydawcy gry: Wersja Full Thrust Light będzie jak znalazł na początek: FTL wersja kolor, najlepiej w wersji lżejszej do druku: https://downloads.groundzerogames.co.uk/FTLrules.pdf

Modele za darmo:
Tutaj sprawa wygląda inaczej. Jestem golasem w sprawach modeli statków kosmicznych i muszę ten temat jakoś obejść. Tutaj z pomocą przyjdą mi moi starzy przyjaciele:
  • papier samoprzylepny
  • pudełko po pizzy DaGrasso
  • drukarka 
  • nożyczki
  • mazaki akrylowe od dzieciaka
  • przyda się InkScape, albo inny darmowy program graficzny
  • przyda się konto na www.wargamevault.com  
Przepis:
  1. Loguję się na stronie www.wargamevault.com i ściągam Empire Fleet Pack - Paper Miniatures albo inną dowolną flotę pochodzącą od wydawcy One Page Rules
  2. Wybieram do druku stronę ze statkami przyjaznymi do druku - na kolor szkoda tuszu, dzieciak ma pisaki. 
  3. Do drukarki pakuję papier samoprzylepny A4 i puszczam wydruk, ale ustawiam go tak, aby na jednej stronie wydrukowały się 4 strony - wszak te statki są dosyć spore - (tak naprawdę otwarłem tę stronę w programie graficznym i sam ustawiłem je sobie tak, aby zmieścić 4 komplety na jednej stronie - wystarczy bazowy zmniejszyć o 50%)
  4. Biorę pudełko po pizzy, szukam nieotłuszczonej powierzchni wielkości kartki a4, a następnie wszystko przyklejam, wygładzam usuwając bąble powietrzne.
  5. Wycinam całość, a potem tnę na poszczególne okręty gwiezdnej floty
  6. Biorę pisaki akrylowe - czerwony i błękitny, i ładnie jakoś przyozdabiam statki kolorem, żeby było wiadomo, który należy do jakiej floty. 
Dlaczego pudełko po pizzy DaGrasso? 
Kilka stateczków na stole

  • ma bardzo fajną sztywność, ze względu na gęstą, acz drobną falę
  • jest cienkie - więc przy cięciu nie deformuje się łatwo
  • zawsze mam takie pudełko po ręką, bo choć pizza DaGrasso jest taka sobie, to szybko dostarczają, a dzieciaki lubią
  • jakoś to to pakują, że pizza nie tłuści pudełka za bardzo - więc zwykle sporo kartonu można zagospodarować
I to by było na tyle, jak mawiał znany profesor mniemanologii stosowanej. 



środa, 11 lutego 2026

Gram w Swords & Wizardry z dzieciakiem podczas el-quatro

Kończymy grypę. Tydzień el-quatro dał się wszystkim we znaki. Dobrze, że jest olimpiada - można posiedzieć z dzieciakiem przed TV i przypomnieć sobie jak samemu siedziało się z ojcem - najpierw przy Sarajewie a potem przy Calgary. Tylko ile można gapić się w ekrany? 

W końcu się zmogłem - i wyciągnąłem S&W. Powiedziałem dzieciakowi, żeby wziął kartkę i napisał na niej słowo: siła. Kazałem mu rzucić 4 razy kostką, odrzucić najniższą i z sumować wynik. I tak poleciało. Ucieszył się, że ma wysoką zręczność, zasmucił, że tylko 8 na kondycji. I polecieliśmy na przygodę.

Podczas krótkiej sesji wydarzyło się kilka interesujących rzeczy - tu trzeba od razu powiedzieć, że 9-cio latek zaskoczył mnie kilkoma zagrywkami. 

Po pierwsze, naturalnie i sam z siebie poszedł po kolejną kartkę i jak tylko jego okręt rozbił się w tajemniczym miejscu zaczął szkicować mapę. 

Po wtóre, chce mieć od razu wpływ na fabułę, wymyślił sobie, że w oddali widzi dymy, więc to musi być wioska. 

Po trzecie, kiedy napotkał pierwszego goblina miał zagwozdkę czy z nim pogadać czy wyskoczyć z mieczem. 

Po czwarte, od razu postanowił wybudować obóz - i od razu z rozmachem. Palisada, trzy namioty na środku i brama. A potem zapytał, czy jeszcze może dobudować mało wieżę strażniczą.

Po piąte, założył, że w pobliskiej rzece żyją wodniki i trytony, a podczas kolejnej sesji dorzucił piranie. 

Po szóste, jestem po prostu zachwycony jego wyobraźnią, która nie jest sformatowana przez najpopularniejszy format gry. 

Myślę, że poczucie tego, że nie jestem dla niego mistrzem gry, rozumianym w tradycyjny sposób, to znaczy tego który ma zawsze rację, który pilnuje realizmu, który ma plan, który narysował już całą mapę wyspy, ustalił frakcje i ich intrygi, rozpisał scenariusz przygody a nawet kampanię, ale raczej partnerem w rozgrywce i co najwyżej znawcą zasad i sędzią, sprawia, że czuję trudną do wyrażenia świeżość tego doświadczenia.  

Chciałbym też przypomnieć, że polska wersja Swords & Wizardry White Box PL jest dostępna na stronie fanzinu Spotkania Losowe



niedziela, 11 stycznia 2026

One Page Rules: Vampire Mistress on Steed

This week, at long last, I finished my very first painting project. I sat down with my son at a large table and, under less-than-ideal lighting conditions, we painted two versions of the same miniature: Vampire Master on Steed (Lord) from One Page Rules Vampiric Undead army. I took on the female version, while the young man tackled the male one.

Overall, I’m pleased with the result - though, of course, I can spot plenty of flaws. The fabrics still need proper shading and highlights, and the resin mistress will require a new weapon, as the original spear snapped along the way. We worked with Vallejo and Army Painter paints and we used rather mediocre brushes.

Wreszcie ukończyłem mój pierwszy figurkowy projekt.. Usiadłem ze swoim synem przy wielkim stole i przy nienajlepszym oświetleniu pomalowaliśmy dwie wersje tej samej miniaturki: Vampire Master on Steed (Lord) - Vampiric Undead pochodzące z Vampiric Undead Army zaprojektowane na potrzeby gry One Page Rules. Ja zabrałem się za wersję kobiecą, zaś młodzieniec pomalował faceta. Z efektu jestem zadowolony.

Oczywiście widzę całą masę niedociągnięć. Tkaniny potrzebują cieniowania i rozjaśniania. Żywiczna mistressa potrzebuje nowej broni, gdyż oryginalna włócznia się złamała. Malowaliśmy farbkami Vallejo i Army Painter, używaliśmy byle jakich pędzli. 



Vampire mistress on demonic warhorse,
Female Vampire Master by Me


Vampire master with sword on demonic warhorse,
Male Vampire Master by Son