Niniejszy krótki tekst jest polemiką
z tekstem Petry Bootman vel Naked Famale Giant dotyczącym 5 numeru Magii i Miecza. Popełniam go z trzech powodów: 1) Mam
spetryfikowanego banana prawdopodobnie za seksizm, 2) umówiłem się
z autorką bloga, że nie będę zamieszał komentarzy na jej blogu
dla własnej i jej higieny psychicznej, 3) uważam, że NFG popełniła
kilka błędów licząc wartość pieniądza w roku 93, co powoduje,
że wg niej koszt zakupu podręcznika do WFRP w przeliczeniu na
dzisiejsze pieniądze zamknąłby się w kwocie około 75 zł i tym
się poniżej zajmę, mam nadzieję, ku uciesze i edukacji swojej i
czytelników, bo wychodzi mi odpowiednik trzykrotnie wyższy.
środa, 28 maja 2014
niedziela, 18 maja 2014
Popieram Puszona oraz Magię i Miecz
Cztery numery Magii i Miecza są już
prawie ufundowane (w chwili w której piszę te słowa zebrano 19 943
PLN, czyli 79% potrzebnej kwoty). To mnie cieszy, bo chciałbym móc
poczytać sobie papierowy magazyn poświęcony grom fabularnym. O tym
jakie to przyjemne doświadczenie przekonałem się ostatnio, kiedy
trafiła do mnie przesyłka w postaci pierwszego numeru
nieregularnika Spotkania Losowe. I wierzcie mi, mimo że zdążyłem
zapoznać się z wersją cyfrową – odbiór tej samej treści,
podanej w tradycyjnej formie był nieco innym, przyjemniejszym
doświadczeniem.
środa, 14 maja 2014
RPG czemu umierasz, czyli gdzie jest fair play?
Bardzo podoba mi się dyskusja którą
na nowo zaczął BeamHit i pociągnął Drachu. Tak, dyskusja
dotycząca odpowiedzi na pytanie RPG czemu umierasz? Może pytanie
nieco przesadzone. Sam podobne pytanie zadał w okolicach roku 2001
na Agorze serwisu Valkiria. Jak widać po 13 latach rpgie ciągle
umiera, czy jak chciałem wówczas upada.
O tym jak sprawa jest złożona
świadczy liczba sugestii i powodów, które podają wspomniane osoby
na blogach, a także uczestnicy dyskusji w komentarzach. I z
większością spokojnie mogę się zgodzić. W gruncie rzeczy
klasyczne czy nawet indiańskie erpegi przegrywają z jakiegoś
powodu z grami komputerowymi czy planszówkami. Tak prawda, część
sieciowych erpegowców lokuje pieniądze w erpegi zagraniczne. Tak
prawda ludzie buły. Nie mam wątpliwości. Jak wspomniałem problem
jest do cna złożony i poniżej postaram się dodać jeszcze kilka
powodów do nazwijmy ją listy BeamHita – zaznaczam, że nie neguję
jej, lecz dopisuję do niej.
Hobby jak to hobby opiera się na
hobbystach – czyli zapaleńcach, którzy poświęcają się mu swój
czas. Hobbyści w sporej części lubią do swojego hobby wciągać
osoby postronne, a tak po prostu, żeby spróbowały. Przyznam się
szczerze, że od wielu lat do gier fabularnych nikogo nie ściągnąłem,
choć jednocześnie w hobby planszówkowe wkręcam co roku (zależnie
od sezonu ) kilka bądź kilkanaście osób. Do gry komputerowej
World of Tanks zaprosiłem takoż kilku znajomych, a o kilku starych
kumplach sobie przypomniałem, kiedy przypadkiem dowiedziałem się,
że grają. Erpegów jednakże nie oferuję. Nie ma świeżej krwi
powiadacie? Jasne można szukać winy po stronie wydawcy, po stronie
empiku. A może warto zacząć od siebie?
W jakimś poradniku czegoś tam, albo
na jakimś blogu przeczytałem kiedyś taką pseudomotywującą
historyjkę. O tym jak to jakiś sprzedawca polis co jakiś czas
spotyka się z kumplem i opowiada o naprawdę fajnej polisie, która
na tle innych produktów ubezpieczeniowych jest wybitnie prokliencka
i nie droga. I tak raz, drugi, trzeci, czwarty. W końcu polisa
wypada z oferty, a sprzedawca polis po jakimś czasie pyta kumpla:
Wiesz tyle razy opowiadałem ci o tym, i nie rozumiem, czemu sobie z
takiej okazji nie skorzystałeś. A kumpel odpowiada, że
rzeczywiście fajnie się tego słuchało, ale dlaczego nigdy mi jej
nie zaoferowałeś? Przykład z dupy, ale może po prostu mechanizm
wart jest zastosowania, bo wiem po sobie, że mam kilku znajomych,
którzy nawet szczegółowo pytali mnie o RPG, na czym polega, jak
wygląda sesja i tak dalej. Lecz wiecie, gadka szmatka, ale na koniec
powinienem był każdego z nich zaprosić na sesję, zagrać, tym
bardziej, że nie są to osoby obce, ale znajomi z dobrym stażem. To
też droga - jedna z wielu. Chwała tym, którzy nią kroczą.
Kolejna rzecz to już samo nasze
sieciowe środowisko. Piszę to, jako niewątpliwy grzesznik, który
ma ręce po łokcie umaczane we krwi. Stanowimy środowisko silnie
spolaryzowane w każdej sprawie. Każdej też inaczej. Sporo ironii,
sporo drwin, sporo erystycznych popisów – są oczywiście jeszcze
wyspy konstruktywne, otwarte i kulturalne. Każdy z nas chciałby być
traktowany z szacunkiem i pewną kulturą i choć wiemy czego dla
siebie pragniemy, to jakoś zapominamy o tym, że wymaga to odrobiny
pracy – jak przeczytałem w ostatniej Polityce, to nasz zdaje się
problem narodowy, który zowie się dogmatyzmem.
Warto byłoby też nie stracić
ostatnich dyskusji, takich ja to o wirtualnych gwałtach, feminizmie,
upadku gierfabularnych, karcie X. Warto to sobie jeszcze że tak
powiem przepracować, bo na razie jak zawsze zatrzymujemy się na
wskazaniu mniejszych, bądź większych problemów, i zapominamy o
kolejnym kroku, którym może być propozycja rozwiązania problemu.
Bez tego każdy chwila poświęcona na spory staje się czasem
zmarnowanym. Mówi się, że każda krytyka jest cenna – a krytyki
to mamy w środowisku tyle, że zaczynamy się w niej topić, tylko
że krytyka jest cenna pod warunkiem, że jest w jakiś sposób
konstruktywna. Te spawy możemy załatwić, pozamykać zaczynając od
siebie, podając sobie rękę na zgodę, czy to na sieci czy to w
realu, bo tak naprawdę nie musimy zmieniać swoich poglądów czy
stanowisk, wystarczy że nauczymy się rozmawiać zamiast walczyć do
śmierci broniąc naszych stanowisk przed osobami, które wcale ich
nie atakują. W co świecie wierzę, każdy moment jest dobry aby zacząć
grać Fair-play.
piątek, 25 kwietnia 2014
Poczta w łapskach Cyberpunków
Kupuję różne rzeczy przez internet. Książki, planszówki lub inne przedmioty. Zakup szybki - klikasz, przelewasz pieniądze i masz. To znaczy masz czekać. Masz czekać, aż przesyłka do ciebie trafi.Nie zawsze interesuje mnie, żeby trafiła szybko, bo zależy mi głównie na tym, abym mógł ją odebrać w komfortowych warunkach. Jednym słowem bezboleśnie. I z tym bywa różnie.
czwartek, 24 kwietnia 2014
Zgoda w fandomie. Strukturalne problemy z fandomem.
Nie będzie zgody w fandomie, napisał
Alembik RPG. I nie będzie - to fakt. Uważam jednak, że powód jest
nieco inny niż zaproponowany. W zasadzie, to jeden z wielu powodów.
Śmiem twierdzić, że głównym jest brak ścisłej definicji słowa
fandom i w ogóle rozumienia czym jest i jak wygląda jego struktura.
![]() |
| Ostatni szczęśliwy członek fandomu |
wtorek, 22 kwietnia 2014
Karnawał Blogowy 54 - Moja perspektywa
Czy
takie długo weekendowe granie w RPG różni się od standardowych
rozgrywek w ciągu roku? A jeśli tak, to na czym polegają te
różnice?
Nie,
nigdy nie zaobserwowałem różnic. W czasach liceum grałem z bardzo
hardcorową ekipą, zdarzały się i trzy sesje w tygodniu w trakcie
trwania roku szkolnego. Tak więc czas długich weekendów nie był
niczym specjalnym, a jeśli mowa o konkretnym okresie pomiędzy
pierwszym i trzecim mają, to ze względu na dopisującą zwykle
pogodę, zamiast grać robiliśmy inne głupie rzeczy.
Różnica
jest teraz, kiedy wchodzę w wiek średni szkoda mi tego wolnego
czasu na trawienie go na sesje erpegie. Co i tak dosyć trudne, gdyż
zazwyczaj staram się wyjechać ze znajomymi, którzy raczej nie są
erpegowcami. Ten wolny czas poświęcam na regenerację, obejrzenie
jakiegoś zakątka kraju, gdzie jeszcze nie byłem.
Mimo
większej ilości czasu, wciąż gracie standardowe sesje? Czy może
są to wręcz całonocne nasiadówki albo więcej:
kilkudniowe?
Nigdy
nie przepadałem za maratonami i chyba mi się nie zdarzyły, choć
kumple próbowali. Sesja nocna zawsze była mi kolcem w zadku, tym
bardziej teraz, kiedy po prostu lubię się wyspać porządnie jeśli
mam okazję. Zdecydowanie te kilka dni wolnego nie są takie wolne
jak się wydają. W zamian jest rodzina, spotkania ze znajomymi,
przystępniejsze szerszemu gronu gry planszowe.
Co
z Graczami? Są to te same osoby, które towarzyszą Wam w ciągu
roku? Czy może jest to specjalna ekipa, już zaprawiona w takim
graniu lub po prostu, są to ludzie, którzy zostali w mieście na
Święta, bo reszta rozjechała się do domów?
Wakacje
dały mi możliwość zagrania w gry niedostępne lub niegrane w moim
rejonie – Wright: The Oblivion na ten przykład u koleżanki w
Dąbrowie Górniczej. Poznałem też kilka ciekawych osób. Lecz o
ile pamiętam, wakacje w czasach liceum to była erpegowa posucha. Z
czasów studenckich wręcz przeciwnie – graliśmy bardzo dużo.
Jak
wygląda też sama zabawa: jest to kilka różnych sesji;
niepowiązanych ze sobą, czy raczej cała kampania z jednym motywem?
Tak jak napisałem
na początku - różnic nie było. Jadnostrzałówy bardzo rzadko,
zazwyczaj kampanie. W czasach studiów sezon na erpegi trwał cały
rok, w liceum tylko w roku szkolnym, a teraz – teraz będę po
trzech miesiącach przerwy wracał do prowadzenia Warhammera w trybie
1 sesja równa się 2 godziny.
niedziela, 6 kwietnia 2014
Balansowanie spotkań i wyzwań - poradnik
Niewiele jest dobrych, zwartych, fajnie podanych, zrealizowanych bez nadmiernej żenady materiałów video związanych z grami fabularnymi. Nie dziwię się, wyobraźnię trudno uwiecznić na taśmie magnetowidowej. Gry fabularne są po prostu skrajnie nie medialne. Warto jednak łowić i utrwalać to co godne jest uwagi i nie kłuje w oczy skrajną nerdozą. Streszczenie po polsku dla osób, które nie władają językiem Micheala Palina.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




