wtorek, 22 kwietnia 2014

Karnawał Blogowy 54 - Moja perspektywa

Czy takie długo weekendowe granie w RPG różni się od standardowych rozgrywek w ciągu roku? A jeśli tak, to na czym polegają te różnice?

Nie, nigdy nie zaobserwowałem różnic. W czasach liceum grałem z bardzo hardcorową ekipą, zdarzały się i trzy sesje w tygodniu w trakcie trwania roku szkolnego. Tak więc czas długich weekendów nie był niczym specjalnym, a jeśli mowa o konkretnym okresie pomiędzy pierwszym i trzecim mają, to ze względu na dopisującą zwykle pogodę, zamiast grać robiliśmy inne głupie rzeczy.

Różnica jest teraz, kiedy wchodzę w wiek średni szkoda mi tego wolnego czasu na trawienie go na sesje erpegie. Co i tak dosyć trudne, gdyż zazwyczaj staram się wyjechać ze znajomymi, którzy raczej nie są erpegowcami. Ten wolny czas poświęcam na regenerację, obejrzenie jakiegoś zakątka kraju, gdzie jeszcze nie byłem.

Mimo większej ilości czasu, wciąż gracie standardowe sesje? Czy może są to wręcz całonocne nasiadówki albo więcej: kilkudniowe?

Nigdy nie przepadałem za maratonami i chyba mi się nie zdarzyły, choć kumple próbowali. Sesja nocna zawsze była mi kolcem w zadku, tym bardziej teraz, kiedy po prostu lubię się wyspać porządnie jeśli mam okazję. Zdecydowanie te kilka dni wolnego nie są takie wolne jak się wydają. W zamian jest rodzina, spotkania ze znajomymi, przystępniejsze szerszemu gronu gry planszowe.

Co z Graczami? Są to te same osoby, które towarzyszą Wam w ciągu roku? Czy może jest to specjalna ekipa, już zaprawiona w takim graniu lub po prostu, są to ludzie, którzy zostali w mieście na Święta, bo reszta rozjechała się do domów?

Wakacje dały mi możliwość zagrania w gry niedostępne lub niegrane w moim rejonie – Wright: The Oblivion na ten przykład u koleżanki w Dąbrowie Górniczej. Poznałem też kilka ciekawych osób. Lecz o ile pamiętam, wakacje w czasach liceum to była erpegowa posucha. Z czasów studenckich wręcz przeciwnie – graliśmy bardzo dużo.

Jak wygląda też sama zabawa: jest to kilka różnych sesji; niepowiązanych ze sobą, czy raczej cała kampania z jednym motywem?


Tak jak napisałem na początku - różnic nie było. Jadnostrzałówy bardzo rzadko, zazwyczaj kampanie. W czasach studiów sezon na erpegi trwał cały rok, w liceum tylko w roku szkolnym, a teraz – teraz będę po trzech miesiącach przerwy wracał do prowadzenia Warhammera w trybie 1 sesja równa się 2 godziny.   

niedziela, 6 kwietnia 2014

Balansowanie spotkań i wyzwań - poradnik

Niewiele jest dobrych, zwartych, fajnie podanych, zrealizowanych bez nadmiernej żenady materiałów video związanych z grami fabularnymi. Nie dziwię się, wyobraźnię trudno uwiecznić na taśmie magnetowidowej. Gry fabularne są po prostu skrajnie nie medialne. Warto jednak łowić i utrwalać to co godne jest uwagi i nie kłuje w oczy skrajną nerdozą. Streszczenie po polsku dla osób, które nie władają językiem Micheala Palina.

wtorek, 25 marca 2014

Karnawał Blogowy #52 - Spowiedź mizogina czyli trzymam się od was z daleka


Na zdjęciu: Koleżanka* rozpraszająca kolegów na sesji
O tych i innych problemach, przeczytacie
w wyznaniach mizogina. KB #52.
Kobiety są tematem najnowszej edycji karnawału blogowego. Którejś tam z rzędu. Karnawał przyniósł do polski ktoś tam, a teraz prowadzi go jakiś inny ktoś tam. Linki znajdziecie gdzieś tam. O babsztylach poniżej:

Druga połowa lat 90

Ekipa z liceum.

Po Cyberpunku kupiliśmy właśnie WFRP. Zaprosiliśmy dwie koleżanki na sesję: Ania i Basia, zwabiliśmy je chyba odniesieniami do tego, że RPG to trochę jak teatr połączony z filmem przygodowym. Ania się rozczarowała – nie widziała w tym teatru, Basia zauważyła w tym potencjał, ale nie dała się zaprosić ponownie. Dla jasności, prywatnie stanowiliśmy wszyscy paczkę, a po sesji paczka się nie rozpadła. Po prostu ten rodzaj rozrywki nie siadł dziewczynom. Kontrakt Oldenhallera im się nie spodobał – można się zastanowić, co w nim jest nie tak – był prowadzony jak w książce, jedna z postaci dziewczęcej to podręcznikowa Blanka. Chciałbym, aby takiej analizy dokonała Gigantka, bo to będzie konstruktywne i pomoże autorom erpegów. Ale tak naprawdę zaproszenie dziewcząt było dla nas wielkim eksperymentem, bo nie sądziliśmy, że temat w ogóle zainteresuje dziewczyny.

niedziela, 2 marca 2014

Jak Polacy dozbrajają ruskiego żołnierza

Grubo od ponad roku grałem w świetną grę War Thunder. Gra dostarczyła mi wielu miłych chwil, mogłem dzięki niej liznąć nieco wiedzy o samolotach z okresu II WŚ, przetestować w praktyce wiele samolotów w trybie realistycznym i symulacyjnym, a także poznać arkana walki w powietrzu, rodzaje taktyk, manewry. Rok temu potrafiłem odróżnić samolot szturmowy od myśliwca, a te oba od bombowca. Dziś widząc dowolny samolot z gry jestem w stanie określić "markę", typ i przybliżony rok produkcji. Kawał świetnej lotniczej edukacji. Dzięki Gaijin. Więcej na serwisie Polygamia.

Dziś rozstałem się z grą. Powodem nie były ani jakieś błędy w grze, ani tryb rozgrywki, ani przepakowanie ruskich samolotów. O nie. Jest tylko jeden powód. Gaijin to rosyjska firma i kasa z jej podatków idzie także na rosyjską armię. A przelicznik jest prosty: 1 złotówka podatku, to jedna nabój do kałasznikowa dla rosyjskiego żołnierza. A ponieważ jedynym rosyjskim produktem, z którego żaden Polak nie może zrezygnować jest gaz, to może zrezygnować z każdego innego rosyjskiego produktu. Można wstrzymać się z zakupem, płatnością za konto premium, zrobić coś, aby zatrzymać transfer pieniędzy do Moskwy, zrobić coś aby mieć czyste ręce. Nie wymaga to żadnego wysiłku. Żegnaj War Thunderze, żegnaj Gaijin - szkoda, bo fajnie było.

sobota, 1 marca 2014

Piętnaste urodziny gry prawdziwie kultowej - sprawdź czy ją znasz

Fenomen tej gry był dla mnie nieodgadniony, i ciągle taki pozostaje. Mimo upływy 15 lat gra trzyma się mocno w kręgach swoich fanów. Sam nigdy się w nią nie wgłębiałem aż nadto, wolałem dwójkę, zaś potem czwórkę, ale przyznać trzeba, że wszyscy moi znajomi, jak jeden mąż czekali, aż się ukaże.

czwartek, 27 lutego 2014

Notatki na marginesie: PDFy i Egzorcyści

Nie cieszą mnie PDF-y. Oj, jak nie cieszą. Nie, żeby specjalnie martwiły, ale nie dają radości z wyjątkiem tego momentu, w którym za nie płacisz. Niby masz, a jakbyś nie miał.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Z otchłani cybernetycznego lochu #1


Z dna tak głębokiego, że czuć już siarkę, z czeluści mrocznej, że dusi blask światła - wracam. Niosąc w płóciennym worku skarb, o który stoczyłem morderczy bój z bestią. Znalazłem go błądząc w bezmiarze lochów, głodnym, ledwie żywym będąc. Wyzbywszy się wszelkiej nadziei na powrót, schodziłem głębiej i głębiej, aż na ostatni poziom, gdzie mamiły mnie już wizje straszliwe i dźwięki przerażające. Oto, co znalazłem tam, gdzie giną zbłąkani śmiałkowie.