niedziela, 2 lutego 2025

Hobby Update: Styczeń 2025

 A jednak udało się odpalić Potwora Tygodnia, choć okoliczności rzucały same kłody pod nogi. Jeszcze w grudniu, w okresie między świątecznym przygniotła mnie grypa, niwecząc wszelkie szanse na regeneracyjny odpoczynek i czas dla siebie. Następnie, tuż po nowym roku, płynnie wszedłem w kolejną infekcję górnych dróg oddechowych, gdzie smagany byłem druzgocącym kaszlem i paskudną chrypką. Pomysł mocnego, erpegowego wejścia w rok 2025 spalił więc na panewce. 

Udały jednak dwie akcje. 

Po pierwsze, zorganizowaliśmy sesję zero, gdzie ustaliliśmy sobie rys świata, miejsce akcji, przypomnieliśmy sobie mechanikę PBTA i omówiliśmy kilka drobnych różnic pomiędzy Potworem Tygodnia a Dungeon World. Do tego gracze wybrali sobie postaci ekspert i niebianina. 

Po wtóre, rozegraliśmy pierwszą sesję, podczas której postaci miały się okazję ze sobą spotkać i poznać, oraz doprecyzować świat przedstawiony. Wygląda na to, że nie odbyło się to po linii gry, która raczej zakłada, że postaci znają się i mają wspólne tło - choćby pretekstowe. Fabularnie jednak, to pierwsze spotkanie na sesji było bardzo ważne. Oto bowiem postać Raymonda Eksperta, odprawiając rytuał ze znalezionej niegdyś księgi, wraz z pożądanym przedmiotem sprowadził z zaświatów Indiańskiego ducha-posłańca Chodzącą Sosnę.

Jakby nie patrzeć - ruszyło się, następna sesja już w pierwszym tygodniu lutego i pierwsze realne spotkanie z Potworem Tygodnia. Witajcie w Debian Creek. :)







  

sobota, 21 grudnia 2024

Podsumowanie roku 2024 w RPG

Rok 2024 był dla mnie bardzo udany pod kątem grania. Po dwóch latach prowadzenia, wreszcie przyszedł czas na zmianę roli. A po 19 latach stawiania oporu grom spod znaku (A)D&D, pozwoliłem sobie zaryzykować spotkanie systemem. Żeby nie stracić równowagi, serwowałem sobie Warhammera na drugą nóżkę. 

Spotkanie z D&D uświadomiło mi, jak bardzo doświadczenie kontaktu z PBtA wpłynęło na moje postrzeganie smaku RPG. Klasyk (nawet w 5 edycji) wydaje mi się daniem przyprawionym iście azjatycko - i pomimo tego, że gracze przyjęli mnie z pewną wyrozumiałością, starając się serwować D&D not spicy, to uczucie dyskomfortu podczas gry, nie ustępowało. To nie tak, że D&D uważam za niesmaczne czy niestrawne, po prostu to nie są moje smaki, nie takie poziomy ostrości, nie te faktury, nie takie konsystencje jakie lubię.

A trzeba wam wiedzieć, że miałem przyjemność spotkać bardzo dobrych graczy. Dynamika relacji ich postaci, wyrazistość, poziom odgrywania pozostaną w mojej pamięci na bardzo długo. Tak jak te kilkanaście scen, które przeżyliśmy wspólnie. Zaś mistrz gry - jeden z najlepszych u jakich grałem - o świetnie brzmiącym głosie, wysokich umiejętnościach prowadzenia opisu, kontrolowania przebiegu sesji, potrafiący wprowadzać i odgrywać różnorodne postaci niezależne stawał na wysokości zadania. 

Trudno jednak było mi się odnaleźć w zakamarach mechaniki i jej filozofii. Na pytanie: "Czemu nie odpaliłeś Frenzy?", odpowiadałem: "Bo mnie, aż tak bardzo nie zdenerwował". Każda potyczka, która lądowała na planszy aplikacji, rozwalała mi wczówkę, mimo tego, że ekipa świetnie się bawiła przy tym bawiła, perfekcyjnie zarządzając zasięgami broni, czarów i buffów, odległością od przeciwnika. Świetnie znali system w który grali. A ja wiem, że dobrze zrobiłem, że nie zmarnowałem na to czasu. 

 Z drugiej strony, jak ryba w wodzie czułem się w Warhammerze. Miałem wielką chęć zagrać tak blisko zasad, jak to tylko możliwe. Na starość chciałem przekonać się, czy pierdycja jest, czy nie jest grywalna. Okazuje się, że te kilka sesji, raczej potwierdziło moje przypuszczenia, że rdzeń mechaniki sprawia się bardzo dobrze, jest łatwy do przyswojenia, nie ma derywatów zasad od zasad - z pominięciem może kilku minigierek typu: testy zarabiania pieniędzy. I współgracza miałem dobrze znanego, fajnie ogranego, i mistrz gry - choć to była jego pierwsza przygoda z prowadzeniem w życiu, dawał radę prowadzić fajne scenariusze, a te dwie sceny na szynach po prostu musiały się pojawić. I świetnie sobie poradził z dwoma trudnymi graczami. 

Z podsumowania roku wychodzi mi, że niczego nie poprowadziłem. Przymiarka pod Ironsworn: Starforged nie zmaterializowała się, ale liczę na to, że zmieni się to w przyszłym roku. Granie bez mistrza gry, to jest ten obszar gier fabularnych, który z wielką chęcią chciałbym spenetrować. 

Rok 2024 pozostanie dla mnie rokiem, w którym wreszcie zagrałem w D&D.

sobota, 14 grudnia 2024

Hobby update: Grudzień 2024

Bitewniaki:

Full Thrust 

Podczas świątecznych porządków znalazłem stary podręcznik do gry Full Thrust, wydany jeszcze przez wydawnictwo Portal. Przekartkowałem go, przypomniałem sobie zasady i wrzuciłem go na listę gier do sprawdzenia. 

To the Strongest

Wszystko wskazuje na to, że w Grudniu uda się rozegrać tylko jedną bitwę. Okres przed świąteczny objawił się wyjątkowym brakiem czasu. Bitwa ustawiona, czas znajdę - mam nadzieję, że tym razem moi Rzymianie staną na wysokości zadania wypchną Kartaginę z Sycylii.  

Black Seas

Przede mną instalacja olinowania i żagli. Ale poważnie rozważam uproszczenie tego elementu, ze względu na trudności jakich to przysparza - oczy zdecydowanie już nie takie.  

Space Hulk (diy)

Prace dobiegły końca. Są Space Marianie, są Dżinsokrady, jest plansza, są misje. Do zrobienia tylko pomoc dla graczy.


RPG

Potwór tygodnia - PBTA

Liczę na styczeń / luty - mam nadzieję, że uda się zebrać ekipę. 

poniedziałek, 9 grudnia 2024

Karnawał Blogowy #124: Wory, skarpety i paczki!

Daleko zaszedł Karnawał Blogowy - stuknęło mu już 124 wydania. Końca nie widać. 
Nieznane są początki tej blogowej tradycji. Czas powstania, pomysłodawca - wszystko to rozmyło się we mgle niepamięci. 

Mogę podejrzewać tylko, że wziąłem udział w kilkunastu edycjach i mamić się że któraś przypadła mi w zaszczycie. Zgaduję, że pisało się teksty na zaproponowany temat i linkowało się to potem do uczestników, a po zakończeniu przekazywało się prowadzenie kolejnej osobie. I tak z miesiąca na miesiąc! O ile mnie pamięć nie myli. 

Okazuje się, jednak, że tradycja ta nie umarła, lecz zaadoptowana na swoje potrzeby przez blogosferę bitewniakowców trwa po dziś dzień - zresztą powyższy numer oraz temat są jak najbardziej aktualne. Z prostych kalkulacji wychodzi mi więc że figurowemu karnawałowi blogowemu w sierpniu tego roku stuknęło 10 lat. Kawał czasu. 

Wszystkiego najlepszego! 





wtorek, 12 listopada 2024

Powrót do Monster of the Week

Odświeżam sobie Potwora Tygodnia i odkrywam ze smutkiem, że nie ma już Wydawnictwa Gramel. Zniknęło - było, prysk i nie ma. Nie wiem czemu. Strona zamknięta, ostatni ślad na FB z września 2023. 

Wielka szkoda, to kawał historii polskiego RPG - jakieś 15 lat od Savage Worlds do Powered by the Apocalypse. Węszę jakąś nieprzyjemną historię w tle. Cokolwiek się tam stało, trzymam kciuki za Piotrka. 

Stawia to nieco moje plany pod znakiem zapytania, bo dysponuję tylko papierowym podręcznikiem. Wydaje mi się, że na stronie wydawnictwa można było znaleźć playbooki do PT? A niech to! Bez tych materiałów trudniej będzie zacząć, a zaś skanowanie mnie zwyczajnie męczy. Cóż, być może tak się to skończy. 

Przyznam szczerze, że przebieram już nieco nóżkami przed pierwszą sesją. Widzę już jak gracze przedstawiają postaci, dogadują setting, wskazują na inspiracje. Start nowej kampanii w PbtA to wielka przygoda dla prowadzącego. Czy będziemy grać w kraju, czy za oceanem? W jakich latach? Czy w wielkim mieście, a może w zapadłej norze? Czy będziemy grać w jednej okolicy czy może przemierzać duże odległości? Czy gracze zdecydują się na klimat bliżej grozy znanej z horrorów lat 80? Czy może polecimy w klimaty bliższe światu mroku i powszechności elementów fantastycznych? Jakie więzi stworzą ze sobą postaci na starcie? Czy będą pracować dla organizacji? Czy są uciekinierami z sekty? Czy są zgranym duetem łowców tajemnic? A może wiąże ich ze sobą mroczna przysięga? Robą to z zemsty, dla wyższej idei, a może po porostu dla pieniędzy? 



czwartek, 7 listopada 2024

Miniatures-Agnostic Games, czyli gry niezależne figurkowo

Dzisiaj chciałem przybliżyć wam nieco tematykę gier niezależnych figurkowo, które - za sprawą One Page Rules, które wykorzystują rosnące napięcie na linni gracze-GW - zyskują coraz większy rozgłos i zainteresowanie. Nie dziwię się. 

Panuje przekonanie, że figurki kupujesz od dostawcy zasad. Jasne, że w domu możesz grać nawet kasztanami przeciw żołędziom, ale przecież z czymś takim nie pokażesz się na turnieju. Na tym polega to hobby, że do WH 40k, kupujesz od Games Workshop, a do Marvel Crisis Protocol kupujesz zestawy od AMG. Tak to już działa. Klient kupuje, producent rozwija i utrzymuje, aby klient mógł kupować więcej. 

No ale wiemy też, że taki (na przykład) GW, nie do końca gra fair. Przy każdej zmianie edycji inaczej rozkłada akcenty, o jednych armiach pamięta, a o innych zapomina. Majstruje przy kosztach jednostek, nie po to aby balansować armie, ale po to, aby sterować graczem-klientem i jego poczynaniami z portfelem. No wiecie, dział sprzedaży musi przynosić dochody, ba, co roku większe. Twoja armia musi się szybko zestarzeć, figsy z drugiej ręki, nie mogą być atrakcyjniejsze od nowych. A jak już nic pomoże, to wiecie - skalę 28mm można podbić do 32mm - no i już nic pan nie zrobisz. Znacie to. 

Są gry napisane po to, abyś nie musiał popadać w rozpacz, abyś nie musiał rozstawać się z ulubioną armią czy bandą, abyś mógł sobie ją rozbudować z używek, które wypadły z obiegu w macierzystej grze, abyś mógł sobie wydrukować to co chcesz. Te gry mają wywalone na to, kto jest producentem figurek. Baw się czym chcesz. To właśnie są gry niezależne figurkowo (miniature agnostic games). 

Zdjęcie ze strony wydawcy: One Page Rules
Wiem, że może granie w One Page Rules - gry, która jeśli chodzi o zasady - chce być tak blisko gier GW, jak to tylko konieczne, i tak daleko jak to tylko możliwe, to nie ten sam splendor i chwała, ale widzę, że środowisko to prężnie rozwija - także w Polsce. Ekipy pojawiają się na targach i konwentach, tłumaczą ładnie co i jak, robią pokazy i oferują możliwość przeprowadzenia starć. Zdarzają się - jeszcze małe - ale zawsze jakieś turnieje. Ludzie raczej przyjemni i otwarci - z uśmiechem opowiadają o swoim hobby. W OPR istnieje odpowiednik znakomitej większości frakcji, ras i band z WFB czy WH40K - a zasady dostępne są zarówno dla starć armii jak i skirmishy. 

I to jest tylko jeden z wielu przykładów. Innym są figurkowe gry historyczne, gdzie niezależność figurkowa pojawiła się o wiele wcześniej - zasady co najwyżej pisane są pod jakąś skalę, choć dla wielu gier nie ma to znaczenia - tutaj wspomnę może o grze To the Strongest!, która bez żadnych zmian w zasadach, obsługuje wszystkie znane formaty od 2mm po 28mm (pewnie i 1/72 da radę). 

zdjęcie z podręcznika do To the Strongest - źródłó: BigRedBat shop

Jest to z moje strony oczywista próba ewangelizacji tym stosunkowo nowym, ale na pewno też zyskującym na sile prądem. I tak, ewangelizuję, ale robię to, ze względu na to, że środowiska erpegowców i bitewniakowców zawsze się troszkę przecinały, i jak sądzę, kilku z was może mieć jeszcze stare figurki pochowane po szafach z którymi nie ma już co robić, a sprzedać się już nie da, a wyrzucić szkoda. Wierzcie mi, że jest co z tym robić! Bądźmy w kontakcie. 

wtorek, 5 listopada 2024

Hobby Update - Listopad 2024 - Blog Status Update

Spędziłem ostatnie dwa-trzy lata oddając się przyjemności prowadzenia Dungeon Worlds. Po zakończeniu trzeciego sezonu kampanii postanowiłem przypomnieć sobie jak to jest być graczem - zagrałem w kilku epizodach w pierdycję oraz D&D 5ed. Podsumować ten okres mogę jednym zdaniem: wejście w PbtA zmieniło moje postrzeganie RPG tak bardzo, że w klasyka gra mi się już bardzo niewygodnie. Z utęsknieniem czekam na początek przyszłego roku, kiedy to pojawi się okienko dla IronSworn. Nie mniej jednak, dłuższa przerwa w uprawianiu RPG trwa już od kilku miesięcy - cieszy, perspektywa jej końca. 

Zbiera mnie też na wspominki o starych dobrych czasach - kiedy to w moim lokalnym środowisku eksplodowała z dużą energią masa krytyczna, owocując kilkoma zinami, serią larpów, klikami, sitwami i stowarzyszeniami. Coś z tym wypadałoby zrobić.... tym bardziej, że dziś istnieje kanał To wszystko wina elfów - gdzie kręcą się pogrobowcy tyskiego klubu HQ, serwisu Moorhold.net - pytanie czy warto - dum dum... 

W  tym roku ciężar grania poszedł w stronę gier bitewnych. Prócz Neuroshimy Tactics niewiele miałem z nimi styczności, choć zawsze chciałem spróbować. Okazało się, że w pracy wpadłem na osobę, która też miała za sobą kilka lat pracy w Wydawnictwie Portal i od słowa do słowa, od pomysłu do pomysłu wylądowaliśmy przy wspólnym stole grając w Black Seas - przezabawną, szybką grę bitewną z Warlorda opowiadającą o morksich potyczkach imperialnych potęg czasów około napoleońskich.

Całkiem niedawno odkryliśmy fenomenalnego historycznego bitewniaka To The Strongest! Ujął nas tym, ze jest bezkostkowy, bezpomiarowy, w sumie to może być i bezfigurkowa, szybki, akuratny historycznie i dający sporo emocji podczas gry. Zmagania Kartaginy z Rzymianami, to coś nad czym spędzam teraz giercowniczo najwięcej czasu. 

Swoją drogą penetruję też tematykę bezkostkowych gier bitewnych pod kątem grania z dzieciakiem. Myślę, że jest już we właściwym wieku, żeby pokazać mu w czym rzecz. Przy tej okazji właśnie napatoczyłem się na One-Hour Skirimish Rules i o tym w szczególności chciałbym może napisać tutaj na blogu - kompiluję uproszczony plik z zasadami, są bardzo lekkie, szybkie i wydaje mi się, że mogłyby być dosyć użyteczne w RPG. Gra prezentuje anarchistyczne podejście do wargamingu, co tylko wzmaga we mnie chęć, aby o tym więcej  napisać. 

Z dodatkowych zajęć - rekonstruuję sobie Space Hulka - mam nawet wstępną wersję. Udało mi się uzyskać pokaźne stado Genokradów (dzięki Łukasz, dzięki Adrian), Space Marinsów (dzięki Mateusz) oraz całą masę innych figurek (raz jeszcze dzięki Łukasz - Orki, Dark Angelsi, bandy do Necromundy, i co tam jeszcze było, będą ogrywane na lewo i prawo). 

Przy okazji odnalazłem sporo radości w samoróbkach - kiedyś, w pierwszej połowie lat 2000, dzięki uzdolnieniom kolegi Andrzeja mogłem zakosztować pierwszych zachodnich planszówek - ach te czasy, kiedy bardziej opłacało się wydrukować elementy Pueto Rico, podkleić je na grubym kartonie, własnoręcznie naprodukować woodencubsów, niż kupić niemiecką wersję. Wracając, zdobyłem trochę doświadczenia w przygotowywaniu elementów gier print-and-play, i mógłbym się nimi podzielić. 

Mam nadzieję, że kontakt z moim ulubionym ostatnio kanałem wargamingowym - The Joy of Wargaming pozwoli mi utrzymać ten zapał.