Przejdź do głównej zawartości

Inicjatywa w trybie retro

Dzisiejsze podejście do inicjatywy jest takie, że następuje rzut ustalający kolejność działań, następnie pada deklaracja osoby z najwyższym współczynnikiem, test na trafienie, potem obrażenia, a potem procedura powtarzana jest dla kolejnej osoby, i kolejnej i kolejnej. 

Cadrach w ostatniej naszej rozmowie słusznie podniecił się tym co wyczytał u Jarla, że ODD wyglądało to zgoła odmiennie. Najpierw deklaracje, zdaje się zapisane na kartkach – takie dziedzictwo z gier bitewnych, potem rzut na inicjatywę i wprowadzanie deklaracji w życie zgodnie z kolejnością. Pomysł świetny i dosyć realistyczny. Chcę przytrąbić NPCowi z pięści, deklaruję chęć, ale nie wiem dwóch rzeczy: czy on chce uczynić mi to samo, oraz czy zdążę to zrobić, nim on mi przypierdzieli. Taki mechanizm zastosowany został w kilku planszówkach: świetnym Dos de Mayo oraz w pamiętnym Gwiezdnym Kupcu. W tych okolicznościach należy wspomnieć o świetnych zasadach deklaracji z Cyberpunka 2020. System ten zaczerpnął z ODD to co najlepsze w tej kwestii, ale twórczo to zmodyfikował. Najpierw następuje rzut ustalający kolejność, a następnie padają deklaracje, z tym że od gracza z najniższą inicjatywą, a następnie wprowadza się to wszystko w życie w kolejności z zgodnej z wysokością rzutów. 

Rozwiązanie to jest bardzo przyjemne, ze względu na to, że dobrze symuluje orientację na polu walki. Osoba z wysoką inicjatywą zna działania osób z niższą i jest w stanie dostosować swoje poczynania do ichnich deklaracji. Po prostu dobrze czyta ich nieodwołalne intencje. W CP2020 świetnie współgra to ze specjalną umiejętnością roli Solo – który ze względu na otrzaskanie w temacie walki ma nad zwykłym człekiem przewagę doświadczenia. Niby takie małe gówienko, ale radykalnie zmienia przebieg starć. Patent jest świetny lecz został zapomniany, choć ze względu na tożsamość koncepcji inicjatywy można stosować go w każdej niemal grze.

Komentarze

  1. Ustęp o OD&D przypomina zabawę w głuchy telefon. Ktoś tam kiedyś coś powiedział/napisał, inny podchwycił i w efekcie powstaje zniekształcona informacja.

    Otóż w OD&D (3LBB) nie ma zasad rządzących inicjatywą, jeśli nie liczyć zaskoczenia (wolny atak, jeśli cel znajduje się w zasięgu) i wzmianki o zręczności (wysoka wartość tej cechy pozwala szybciej wystrzelić/rzucić czar). W vol. III, w zasadach walki morskiej, znajduje się wprawdzie wzmianka o pisemnych rozkazach, ale trudno powiedzieć, że stanowi ona domyślny system, zwłaszcza że te przepisy dodano najpóźniej i stanowią raczej osobną gre.

    O co w ogóle chodzi? System z "karteczkami" (written orders) pochodzi z gry wojennej Chainmail. Gracze zapisują ruchy swoich wojsk, a następnie ruszają się o połowę, sprawdzają, czy doszło do kontaktu (ruch jest wówczas przerywany i zaczyna się potyczka), a następnie kończą ruch. Ten sposób (tzw. simultaneous movement system) stanowi alternatywę dla losowania inicjatywy co turę, gdzie gracz z wyższym wynikiem decyduje, czy chce ruszać się jako pierwszy, czy oddać inicjatywę i poczekać na ruch przeciwnika (move/counter-move system).

    Żaden z powyższych nie rozstrzyga o inicjatywie w walce oddziałów, bo ona jest zawsze symultaniczna - obie strony rzucają przepisową liczbą kości i zdejmują poległych.

    W zasadach walki indywidualnej (man-to-man) mamy już bardziej rozbudowane przepisy, kto zada pierwszy cios - postać z dłuższą bronią, stojąca wyżej etc. Tu w ogóle nie ma pisemnych rozkazów i rzutów kostką.

    W powyższym tekście mamy pomieszanie z poplataniem. Karteczki + rzut kostką to połączenie 2 wykluczających się systemów. Pomysł jest ciekawy, ale to nie OD&D.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Pies i inni przyjaciela gracza, czyli zwyczajni-niezwyczajni

Wasze postaci dokonały wielu wspaniałych i bohaterskich czynów. Drużyny pokonywały przerażających wrogów, powstrzymywały inwazje, penetrowały mroczne lochy, wpadały w podstępne pułapki. Z niejednego piekielnego kociołka żłopało się krew. Zdarzyły się też spektakularne wtopy, pożary, zalania, a być może dłuższa odsiadka. Oj! Działo się, co nie? Ale to, co przeszli bohaterowi, nie może równać się z tym, co przeszeli ich towarzysze. Zwierzęcy a nawet ludzcy. Awanturnicy robią plany, zbierają zapasy, przygotowują środki, ekwipują się jak należy. Potem te plany wdrażają, zużywają swoje zasoby i mierzą się z efektami, biorąc na klatę wszelkie konsekwencje. Splendor i chwała, porażka i wstyd, albo odsiadka, utracona kończyna czy tez śmierć. Razem z nimi, przez piekło idą też wszelkiej maści towarzysze, o których zwykle przypominamy sobie po fakcie. No chyba, że przytomny MG, któremuś nadał dodatkowego charakteru i sympatii.  Przypominam sobie wiernego rumaka pewnej mojej postaci, któ

Jak obniżyć koszt druku książki o 30 procent - format B5 - poradnik

Polak potrafi. Taka cecha narodowa. Chciałbym ją wykorzystać, aby pokazać jak w prosty sposób zaoszczędzić na kosztach druku dla publikacji w formacie B5. Niniejszy wpis w szczególności dedykuję Zuharowi, który dzieli się swoimi kłopotami związanymi z kalkulacją kosztów. U dołu artykułu link do zaufanej i sprawdzonej drukarni offsetowej oraz instrukcja użytkowania kalkulatora kosztów.

Arnhem - czyli słów kilka o B-35

Po kilku ładnych latach na nasz stół wróciły gry strategiczne z gatunku hex and counter czyli klasyczne gry wojenne z mapą na heksach oraz niezliczoną masą żetonów. Aktualnie na blacie leży Arnhem – gra z polskiego systemu B35 , lepiej znanego jako Bitwy II Wojny Światowej . Starsi erpegowcy z pewnością pamiętają początki systemu, bowiem przez kilkanaście numerów zasady gry były publikowane w piśmie Magia i Miecz . Od tamtego czasu przeszedł on szereg zmian i został bogato rozbudowany, co czyni z niego naprawdę realistyczną symulację pola walki – doczekał się on czterech edycja – ponoć piąta w drodze. Chciałbym napisać, że jest to moim zdaniem najlepszy system gier strategicznych na świecie, lecz absolutna nieznajomość zachodnich gier w tym gatunku, nie pozwala mi się posunąć tak daleko. Powrót do Arnhem to jednak świetna okazja aby napisać coś więcej na temat tego, co urzeka mnie w systemie B35 . Zdają sobie sprawę, że z pewnych względów będzie to antyreklama, bowiem