Przejdź do głównej zawartości

Strefa erpegola, wolna od angola

Havlowi zadedykowano
podręcznik do gry
Wampir: Maskarada


Eurocon jest dowodem na to, że fandomy poszczególnych krajów europejskich są ciekawe siebie nawzajem. Ta cykliczna impreza odbywa cię co roku w innym państwie. Pozwala na wymianę myśli, doświadczeń i najzwyklejsze poznanie się... a przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Nawet jeśli to tylko w 5% prawda, to i tak jest się czym cieszyć, bowiem w porównaniu z fundomem (czytaj: fandomem RPG) to i tak miliardy razy lepiej.

Scenka: Konwent Inne Sfery. Panel dyskusyjny o tym, czy jest miejsce na papierowe pismo RPG, a jeśli jest to jak mogłoby wyglądać, czym miałoby przyciągać czytelników? W pewnym momencie do sali wchodzi Szafa. Tak, ten Szafa z Kuźni Gier. Lubię go mocno stąpa po ziemi, a do tego zna branżę i realia wydawnicze. Szafa rzuca konkretny pomysł – pismo poświęcone fantastyce, z tym że z częścią poświęconą grom fabularnym. Coś, czego w zasadzie do tej pory w kraju nie było. Czy taka formuła ma sens, czy pismo sprzedawałoby się w satysfakcjonującym nakładzie? Tego nie wiem ani ja, ani Szafa – ale nie o tym teraz piszę. Gdybyśmy jako fundom byli zainteresowani choć troszkę tym co dzieje się u naszych sąsiadów, wiedzielibyśmy, że taką formułę ma czeskie pismo Pevnost.

W Czechach przez kilka lat ukazywał się periodyk poświęcony grom fabularnym – pojęcie nie mam jak wyglądał Dech Draka – czy był jak MiM czy może jak Portal, czy też raczej Gwiezdny Pirat. Jednak pi razy drzwi, tak gdzieś 2 lata temu Dech Draka stał się częścią magazynu Pevnost. To trochę tak, jakby Gwiezdny Pirat stał się częścią Nowej Fantastyki. W Polskich realiach ten scenariusz jest oczywistym snem szaleńca – redaktorzy pism fantastycznych mają kilka tysięcy fanów RPG głęboko w dupie, w odróżnieniu od kumpli z czeskiego fandomu. Ale nie wiemy jak to wygląda w Czechach. Nie wiemy nawet w co się u naszych południowych sąsiadów grywa, no może poza jedną obiegową opinią, że Czesi mają swoje Kryształy Czasu lub inne AD&D pod nazwą Draci Dupe – tu wielkie: cha, cha, cha, Luku, jsem tvoj papinek, Navrat Netoperka, Szmaticzka na paticzku oraz nieśmiertelne pozor pozor, budu triskal.

Nie lepiej jest jeśli idzie o Niemcy. Owszem słyszeliśmy być może o Der Schartze Augen, czyli tym razem germańskiej wersji KC lub jak kto woli AD&D, lecz tu kończy się przepastny zasób tego, co wiemy o erpegowcach zza Odry i Nysy Łużyckiej. Lecz pojęcia nie mamy, że mają swoje zajebiście rozwinięte środowisko fanów Zewu Cthulhu, że Chaosium pozwala im wydawać doń dodatki rodzimych autorów. Nie bardzo tez wiemy, jak ogromne są ich terenowe konwenty i że potomkowie Hindenburga świetnie się bawią biegając w lateksowych zbrojach.

O ścianie wschodniej nie wspominam – w odróżnieniu od strzępów wiedzy na temat wcześniej wymienionych nacji, cały wschód jest dla mnie białą plamą. I jestem przekonany, że mój stan wiedzy na ten temat, nie zaniża średniej krajowej – bo to co łączy wszystkich polskich erpegowców, to to, że o środowiskach zza Buga nie wiedzą zupełnie nic. Zabawne, że dzięki kilku wpisom Borejki, więcej wiemy na temat graczy z Brazylii (patrz: http://gryfabularne.blogspot.com/2009/09/rpg-w-brazylii.html ). Więcej wiemy – jako zbiorowość – o tym jak rzecz ma się na Węgrzech, za sprawą choćby tego, że pamiętam co najmniej jedną osobę, która znając madziarski była w stanie opowiadać o ichniejszej grze Magus na jednym, nie istniejących już forów internetowych.

Oczywiście, za ten stan po trosze odpowiada wsobność hobby jakim jest RPG. Także bariery językowe. Stawiam dolary przeciw orzechom, że tak jak my nie wiemy i nie interesujemy się tym co fajnego dzieje się u naszych sąsiadów, tak i oni nie interesują się nami. Język angielski nie jest dla nas problemem, mamy dostęp do newsów w tym języku, a i dominacja języka angielskiego w branży jest kolosalna i rzeczywiście najciekawsze koncepcje i gry pierwotnie pisane są w języku Baracka Obamy i Scoty Pipena.

Tricon czyli zeszłoroczny Eurocon w warstwie RPG ssał, choć była to świetna okazja, żeby czegoś się dowiedzieć o tym jak erpegowe sprawy mają się w Czechach – no ale choćby przysłowiowe skały srały, nie zmieni się podejścia organizatorów Polconów do hobby jakim są gry fabularne, byliśmy, jesteśmy i będziemy dla nich marginesem. Fajna szansa wzajemnego wejrzenia w głąb środowiska i rynków RPG dwóch (a nawet trzech, bo jest jeszcze Słowacja) sąsiadujących ze sobą krajów została zaprzepaszczona.

Przez przypadek, w trakcie porządków na redakcyjnych półkach, Multi znalazł jeden z kilku numerów pisma Pevnost. Trochę dla jaj wziąłem go, aby lekturą czeskiego umilić sobie podróż autobusem. Z dumą stwierdziłem, że lata oglądania czeskich vecerniczek oraz powtarzanego w kółko przez TV NOVA serialu M.A.S.H. nie poszły na marne. Z pewnością fakt, że jestem ślązakiem osłuchanym z językiem śląskim, który z czeskiego czerpie pełnymi garściami, w dodatku mieszkającym w zasięgu czeskich nadajników ułatwił mi sprawę. Błogosławiony nagły darem języków począłem penetrować ichni rynek, strony i fora czego efekty będzie można zobaczyć, mam nadzieję, już w kwietniowym numerze Gwiezdnego Pirata. Jak Bozia pozwoli podobną rzecz na nasz temat będą mogli znaleźć nasi południowi sąsiedzi w odpowiedniku GP. Tyle co nam zostało po wielkim Triconie czyli dupnym zderzeniu trzech środowisk fantastycznych. Jak widać, zostawiam wystarczająco dużo czasu na uderzenie wyprzedzające.

Szczerze powiedziawszy czułbym się zobowiązany, gdyby jakiś chojrak rzucił mi wyzwanie, a jednocześnie zrobił dobrze erpegowej gawiedzi i zajął się Niemcami, Rosją, Litwą, Ukrainą, a nawet Słowacją, jeśli bowiem w każdym z tych krajów dzieje się choćby połowę tego co u Czechów, to można pisać w nieskończoność. Może czas trochę udupić tę wsobność i wyjść na spotkanie temu co nieznane. 


.


Komentarze

  1. Ale żeś szarpnął :D
    Ciekawe czy ktoś odpisze tu coś inteligentnego - ja dziś nie mam siły, muszę przeczytać Twój post rano jak znów będę inteligentny :F
    BTW, nie odpisałeś mi na maila, a z tego co pamiętam poruszałem tam jakieś istotne sprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Szafa rzuca konkretny pomysł – pismo poświęcone fantastyce, z tym że z częścią poświęconą grom fabularnym. Coś, czego w zasadzie do tej pory w kraju nie było."

    Bylo. SFera, SFinks. Oba padly wczesniej lub pozniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam znajomego blogera z Niemiec, mogę popytać - choć on siedzi głównie w temacie Earthdawna (który w Niemczech ma silną społeczność). Zresztą ostatnio przysłał mi niemiecką wersję jednego z dodatków do Earthdawna (http://blog.setheo.pl/earthdawn-pozdrowienia-z-zagranicy/) :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam Panie Szanowny Redaktorze!
    O grach w Czechach i Słowacji wiem dosyć sporo. Mam zamiar o nich napisać, jak i o kilku innych krajach jednak sam Szanowny Redaktor wie jak wygląda praca w redakcji. W mojej redakcji nie ma czasu nawet na wydrukowanie legitymacji prasowych.
    A strefa wolna od angola to zajebisty program.

    A zupełnie poważnie. Tak mam rozgrzebane teksty nt. kilku krajów, jeśli je poprawie wrzucę. Knedliki są jednak dopiero drudzy, a raczej trzeci w kolejce. Zaglądam niekiedy na czesko-słowackie fora i mają tam pare ciekawych gier a w szczególności (zaskoczę) pindie.

    Zaś pomysł pisma SF+RPG chybion niezwykle. Seji argumentuje powyżej, ja dodam swój ulubiony. Lepszy warzywniak lub buda z piwem. I w jednym i drugim można pogadać o RPG.
    No chyba że Szafa ma do utopienia krocie pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Scena z tamtego „panelu ma ilustrować tylko i wyłącznie nieznajomość tego co działa u sąsiadów” - papierowe pismo rpg w Polsce to niezależnie czy rpg only, czy rpg + fantastyka to (imho) ciągle chybiony pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Z pewnością fakt, że jestem ślązakiem osłuchanym z językiem śląskim, który z czeskiego czerpie pełnymi garściami," Tuś chopie się popisał niewiedzą. No ale nie każdy ma za żonę polonistę. Musisz tu wiedzieć, że to język Czeski właśnie był odbudowywany w XIX wieku na podstawie Polskiego (słownik Lindego)jak i gwary Śląskiej w jej Cieszyńskiej odmianie.
    A jeśli chodzi o naszych zachodnich sąsiadów to reprezentują oni o niebo większy poziom edytorski niż nasz grajdołek - kiedyś się tym interesowałem ale teraz już nawet nie pomnę tych zacnych tytułów jakie mnie wówczas poraziły...

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdyby było tylko tak jak piszesz, znaczyłoby to, że Czeski jest co najwyżej dialektem Polskiego - a nie jest. Rekonstrukcja Czeskiego odbywała się między innymi na podstawie cieszyńskiej odmiany śląskiego, własnie dlatego, że zachowała ona w sobie, jak ma to w zwyczaju każda gwara, czyli historyczne pozostałości języka do którego należy. Generalnie prezentujesz dziwaczny polonocentryzm.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyjemny i przydatny post, co najlepiej obrazuje fakt, że nie jestem się w stanie merytorycznie odnieść. Może poza tym, że chętnie poczytałbym więcej.

    Poza tym widzę, że ktoś tu lubi moją ulubioną trójkową audycję. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Neuro to nie polonocentryzm a fakt historyczny od bitwy pod Białą Górą w 1618 język czeski był systematycznie tępiony tak ze do XIX wieku bardzo niewiele go zostało - paradoksalnie wielu uwczesnych czechów (ludzi którzy uważali się za potomków ziomków św Wacława) mówiło tylko po niemiecku. W tych warunkach słownik Lindego stał się szkieletem, do którego można było dopasować zachowane zabytki języka. W rzadnym wypadku nie twierdzę że język czeski to odmiana polskiego. To trochę tak jakby ktoś odbudowywał łacine na podstawie włoskiego. Z drugiej strony prwie mnie zdenerwowałeś twierdzeniem że gwara cieszyńska przynależy do języka czeskiego (do 2 wojny światowej na śląsku cieszyńskim Czesi byli mniejszością).
    Ad-rem na poparcie tezy, że za zachodnią granicą dzieje się lepiej niż u nas polecam takie dziełko: http://www.degenesis.de/info_degenesis.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla leniwych jeszcze jeden link: http://www.aera-rpg.de/

    OdpowiedzUsuń
  11. Co do Niemiec, by zobaczyć, że społeczność jest tam silna, to nie potrzeba jakichś wyszukanych argumentów, wystarczy spojrzeć na takie Spiel w Essen.

    Albo nawet poszperać chwilkę w sieci. Ostatnio znalazłem na przykład bardzo fajny, prawie godzinny film dokumentalny: http://blog.setheo.pl/nur-ein-spiel-film-dokumentalny/

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Pies i inni przyjaciela gracza, czyli zwyczajni-niezwyczajni

Wasze postaci dokonały wielu wspaniałych i bohaterskich czynów. Drużyny pokonywały przerażających wrogów, powstrzymywały inwazje, penetrowały mroczne lochy, wpadały w podstępne pułapki. Z niejednego piekielnego kociołka żłopało się krew. Zdarzyły się też spektakularne wtopy, pożary, zalania, a być może dłuższa odsiadka. Oj! Działo się, co nie? Ale to, co przeszli bohaterowi, nie może równać się z tym, co przeszeli ich towarzysze. Zwierzęcy a nawet ludzcy. Awanturnicy robią plany, zbierają zapasy, przygotowują środki, ekwipują się jak należy. Potem te plany wdrażają, zużywają swoje zasoby i mierzą się z efektami, biorąc na klatę wszelkie konsekwencje. Splendor i chwała, porażka i wstyd, albo odsiadka, utracona kończyna czy tez śmierć. Razem z nimi, przez piekło idą też wszelkiej maści towarzysze, o których zwykle przypominamy sobie po fakcie. No chyba, że przytomny MG, któremuś nadał dodatkowego charakteru i sympatii.  Przypominam sobie wiernego rumaka pewnej mojej postaci, któ

Jak obniżyć koszt druku książki o 30 procent - format B5 - poradnik

Polak potrafi. Taka cecha narodowa. Chciałbym ją wykorzystać, aby pokazać jak w prosty sposób zaoszczędzić na kosztach druku dla publikacji w formacie B5. Niniejszy wpis w szczególności dedykuję Zuharowi, który dzieli się swoimi kłopotami związanymi z kalkulacją kosztów. U dołu artykułu link do zaufanej i sprawdzonej drukarni offsetowej oraz instrukcja użytkowania kalkulatora kosztów.

Arnhem - czyli słów kilka o B-35

Po kilku ładnych latach na nasz stół wróciły gry strategiczne z gatunku hex and counter czyli klasyczne gry wojenne z mapą na heksach oraz niezliczoną masą żetonów. Aktualnie na blacie leży Arnhem – gra z polskiego systemu B35 , lepiej znanego jako Bitwy II Wojny Światowej . Starsi erpegowcy z pewnością pamiętają początki systemu, bowiem przez kilkanaście numerów zasady gry były publikowane w piśmie Magia i Miecz . Od tamtego czasu przeszedł on szereg zmian i został bogato rozbudowany, co czyni z niego naprawdę realistyczną symulację pola walki – doczekał się on czterech edycja – ponoć piąta w drodze. Chciałbym napisać, że jest to moim zdaniem najlepszy system gier strategicznych na świecie, lecz absolutna nieznajomość zachodnich gier w tym gatunku, nie pozwala mi się posunąć tak daleko. Powrót do Arnhem to jednak świetna okazja aby napisać coś więcej na temat tego, co urzeka mnie w systemie B35 . Zdają sobie sprawę, że z pewnych względów będzie to antyreklama, bowiem